czwartek, 3 listopada 2011

Codzienne rytuały.

Większość młodych kobiet, które jeszcze nie mają dzieci, ale w przyszłości chce być matkami, ma bardzo idealistyczną wizję macierzyństwa. Szybko wrócą do figury sprzed ciąży, poród nie będzie taki straszny, mąż i rodzina pomogą w wychowaniu dziecka, dziecko będzie grzeczne bezproblemowe, a one szybko wrócą do pracy i będą spełnionymi nie tylko matkami ale i kobietami i pracownikami. 

Najtrudniejsze są oczywiście pierwsze tygodnie i miesiące po porodzie. Pomijam fakt, że kobieta jest fizycznie zmęczona noszeniem kilkunastokilogramowego brzucha i ogromnym wysiłkiem porodu i połogu. Najtrudniejsza w pierwszym okresie jest logistyka najdrobniejszych rzeczy takich jak np. dodatkowe miejsce w domu na wózek, pieluchy, coś do przewijania, akcesoria typu kubeczki, łyżeczki, smoczki itd, wychodzenie na zakupy z wózkiem i przewijanie w miejscach, które naszym domem nie są. Czasami wychodząc na dłuższy spacer czy większe zakupy z dzieckiem, sztukę przewijania w "dziwnych miejscach i pozycjach" trzeba mieć opanowaną do perfekcji. Warto jest też przyzwyczajać malucha to innych warunków niż spokojny i bezpieczny dom. W przeciwnym razie w nagłej sytuacji w kawiarni, parku czy galerii usłyszeć możemy krzyk sprzeciwu i histerii ze strony dziecka.

Już samo wyjście z domu wydaje się być ogromną wyprawą. Jest mnóstwo rzeczy, które trzeba zabrać, od wspomnianych wcześniej pieluszek, chusteczek nawilżających, wody do picia, słoiczka z jedzeniem, łyżeczki, ręczniczka, dodatkowego ubranka itd... Jeżeli nie mamy windy, to lepiej jest żadnej z tych i wielu innych rzeczy nie zapomnieć.
Polecam więc, zrobienie swojego zestawu potrzebnych rzeczy, który stanowić będzie wyposażenie wózka. Mogą tam być akcesoria do przewijania, ubranko na chłodniejszą pogodę, plastikowa łyżeczka, maskotka itd. Wtedy do wzięcia i pamiętania zostaje znacznie mniej rzeczy. I w miarę  możliwości, Mamy powinny wychodzić na spacery z Tatusiami, ku integracji rodziny. I dodatkowa para rąk nigdy nie zaszkodzi.

9 komentarzy :

  1. Jestem chyba wyjątkiem, bo ja się wszystkiego boje i często miewam ponure wizje :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasze samopoczucie, nastroje i emocje nie zależą tylko od nas samych. Rodzina i nasze otoczenie mają na to ogromny wpływ. Jeżeli nasz partner, przyjaciel czy ktoś z rodziny wspiera nas, sekunduje w najważniejszych sprawach i dodaje nam sił, to wszelkie problemy stają się mniejsze, a trudne sprawy łatwiejsze do rozwiązania. Jeśli Twoje obawy dotyczą ciąży i porodu, to pamiętaj, że sytuacja w położnictwie i medycynie, z każdym rokiem zmienia się na lepsze. Szpitale oferują coraz lepsze środki uśmierzające ból, bardziej wykwalifikowany personel i dobre warunki samego pobytu.
    Jeżeli natomiast Twoje obawy dotyczą macierzyństwa i wychowywania dzieci, to uwierz, nie jesteś w tym sama. Mnóstwo kobiet, zarówno tych które spodziewają się pierwszego dziecka, jak i kolejnego, pełnych jest niepokoju. Martwią się czy podołają roli matki, czy będą lepszymi matkami, czy zapewnią dziecku to czego ono potrzebuje, czy w końcu z decyzją o posiadaniu potomstwa nie stracą cząstki siebie. Każdy z nas ma w sobie lęk przed zmianą, nieważne czy chodzi o zmianę pracy, miejsca zamieszkania czy posiadanie dziecka. Nowa i nieznana sytuacja rodzi lęk, a człowiek ma prawo się bać. Bardzo pomocne jest racjonalne spojrzenie na problem. Warto jest wtedy skoncentrować się na sobie i odpowiedzieć na pytania czego tak dokładnie się boję, jakie emocje towarzyszą moim obawom i dlaczego, kiedy i w jakich okolicznościach pojawiają się negatywne myśli. Często nasze lęki i niepokoje pomaga też rozwiązać czas i spokój. Być może tego właśnie Ci potrzeba.

    Jeżeli masz jakieś pytania czy wątpliwości, to polecam Ci szukanie wiadomości w sprawdzonych źródłach. Natrafienie na fałszywe czy wyssane z palca informacje, spotęguje uczucie lęku i natrętnych myśli, które przez to jeszcze trudniej będzie wyeliminować.
    Mam nadzieję, że na moim blogu znajdziesz informacje, które Cię zainteresują i być może odpowiedzą na nurtujące pytania.

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź :) Wiadomo, że jak każda przyszła mamusia martwię się i o poród i o późniejsze wychowanie dziecka. Jednak największy wpływ na moje obecne samopoczucie w ciąży mają najbliżsi.
    Partner mnie wspiera, ale najwięcej łez wylewam przez własną mamę. Ja od samego początku źle znoszę ciążę, ona sama z tego co mówi znosiła jeszcze gorzej, ale wg. niej nie mam prawa narzekać, bo ona chodziła do pracy, a potem przy 2 ciąży miała jeszcze mnie do zaopiekowania się i jakoś dawała radę, a ja siedzę w domu i nic nie robię. Poza tym ciąża nasiliła u mnie nerwy z byle powodu i jak słyszę gderanie mamy to nie mogę się powstrzymać od histeryzowania, bo ona zamiast sie spytać czy się dobrze czuję itp. to zalewa mnie falą pretensji za nieobrane ziemniaki czy niewyprasowane ciuchy. Oczekuję, że mnie wtedy przytuli i uspokoi, a zamiast tego słyszę każdego dnia, że jestem beznadziejną matką, która w ogóle nie dba o swoje dziecko, bo narażam je na stresy. Boli mnie to :( miałam nadzieję, że ciąża poprawi nasze relacje, a jest jeszcze gorzej :( niestety jestem skazana na wspólne mieszkanie z nią jeszcze jakieś 3 miesiące... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Emmy, Musisz pamiętać , że w ciąży szleją hormony i może jesteś przewrażliwiona na to mówi do ciebie mama. Ona na pewno chce dobrze , może to jest jej sposób na twoje nastroje, nie oceniaj jej tak surowo i to TY zadbaj o dobre relacje. Przecież ciąża to nie choroba. Więc ciesz się tym stanem, który jest piękny i niepowtarzalny.
    I pamiętaj,że złe relacje to ból dla obu stron.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie zgadzam się z tym co mówi Anonimowa osoba. Bardzo często nasi najlbiżsi ranią nas najbardziej. Mama prawdopodobnie ma jakiś nierozwiązany konflikt ze sobą i swoje frustracje przenosi na Ciebie. Widząc, ze zależy Ci na jej aprobacie, poparciu i zdaniu wykorzystuje tą sytuacje i rani Cię bardzo mocno. Matki nie zawsze chcą dobrze dla swoich dzieci, czasmi ich szczęście jest ważniejsze niż dziecka. Brzmi to okrutnie, ale jest wiele takich rodzin, w których matka i córka mają intensywny konflikt i walczą ze sobą.

    Bardzo ważne jest przecięcie pępowiny zależności od rodzica. I jak ja to lubię mawiać, nie tępym nożem i powoli, ale jednym ruchem i tasakiem. W przeciwnym razie matka zawsze będzie sprawowała nad Tobą kontrolę emocjonalną. Musisz się starać uspokoić emocje i pracować nad niezależnością psychiczną. Powiedz matce wprost, że nie życzysz sobie, aby dane zachowanie czy sytuacja się powtórzyła. Komunikuj jej wprost to co czujesz, bez zbędnej kurtuazji i nie ukrywaj negatywnych emocji. Jeżeli zależy Ci na oczyszczeniu atmosfery, to paradoksalnie ich ujawnienie może być zbawienne. Być może potrzeba wam szczerej, emocjonalnej rozmowy. Może obie spojżycie na siebie w inny sposób i dojdziecie do porozumienia.
    I proszę, nie staraj się uszczęśliwiać innych w koło, w szczególności matki. To nie Ty powinnaś zadbać o dobre relacje, ale wy obie. Proszę też, abyś starała się unikać stresujących sytuacji i osób, to z pewnością nie wpływa dobrze na Ciebie i dziecko.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Lauro, to wspaniałe, że odpisujesz czytelniczkom w tak wyczerpujący sposób! Czytając powyższą rozmowę pomyślałam sobie (jako również psycholog), że może mogłabyś kiedyś zaprezentować czytelniczkom jakieś metody poznawczej pracy z negatywnymi myślami, przekonaniami, przewidywaniami. Każda z nas potrzebuje czasem narzędzi do sprowadzenia swoich lęków na realny grunt.

    I oczywiście życzę nam wszystkim, Dziewczyny, dużo zdrowego egoizmu i umiejętności zadbania o samą siebie. Wtedy łatwiej będzie nam komunikować naszym bliskim, czego od nich potrzebujemy, a co nam wcale nie pomaga.

    Pozdrawiam,

    Asia

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o wyjścia z domu... to na początku rzeczywiście pakowałam się jak na wielką wycieczkę... i nigdy nie korzystałam. W końcu stwierdziłam, że pieluszka tetrowa, pieluszki i chusteczki wystarczą... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie, kiedy jeszcze przychodzą chłodniejsze dni, tak jak teraz, to jesteśmy poubierane, mamy wózek i każda dodatkowa, nie najpotrzebniejsza rzecz powinna zostać potraktowana jako nadbagaż. Bardzo podoba mi się ograniczenie wszelkich akcesoriów dla dzidziusia, do minimum.

    Pozdrawiam ciepło Happy Mamę

    OdpowiedzUsuń
  9. Żeby nie było, że zamilkłam bez słowa to chciałam tylko napisać, że relacje z mamą się poprawiły :) Porozmawiałyśmy, ja ograniczam moje nerwy, ona swoje i wspólna egzystencja pod jednym dachem jest przyjemna jak nigdy ;)

    OdpowiedzUsuń