środa, 24 kwietnia 2013

Rzeczywistość Mamy :)

Poniżej opis, jak wygląda rzeczywistość Matki jednego dziecka, dwójki i trójki. Oczywiście z przymrużeniem oka, więc mam nadzieję, że nikt się nie obrazi :)


Twoje ubrania:

Pierwsze dziecko: Zaczynasz nosić ciążowe ciuchy jak tylko ginekolog
potwierdzi ciążę.

Drugie dziecko: Nosisz normalne ciuchy jak najdłużej się da.

Trzecie dziecko: Twoje ciuchy ciążowe STAJĄ się Twoimi normalnymi
ciuchami.


   
Przygotowanie do porodu:

Pierwsze dziecko: Z namaszczeniem ćwiczysz oddechy.

Drugie dziecko: Pieprzysz oddechy, bo ostatnim razem nie przyniosły żadnego skutku.

Trzecie dziecko: Prosisz o znieczulenie w 8. miesiącu ciąży.


 
Ciuszki dziecięce:

Pierwsze dziecko: Pierzesz nawet nowe ciuszki w Cypisku w 90 stopniach, koordynujesz je kolorystycznie i składasz równiutko w kosteczkę.

Drugie dziecko: Wrzucasz tylko te najbardziej zabrudzone i pierzesz ze swoimi ubraniami.

Trzecie dziecko: A niby czemu chłopcy nie mogą nosić różowego?



Płacz:

Pierwsze dziecko: Wyciągasz dziecko z łóżeczka jak tylko piśnie.

Drugie dziecko: Wyciągasz dziecko tylko wtedy, kiedy istnieje niebezpieczeństwo, że jego wrzask obudzi starsze dziecko.

Trzecie dziecko: Uczysz swoje pierwsze dziecko jak nakręcać grające zabawki w łóżeczku.



Gdy upadnie smoczek:

Pierwsze dziecko: Wygotowujesz po powrocie do domu.

Drugie dziecko: Polewasz sokiem z butelki i wsadzasz mu do buzi.

Trzecie dziecko: Wycierasz w swoje spodnie i wsadzasz mu do buzi.



Przewijanie:

Pierwsze dziecko: Zmieniasz pieluchę co godzinę, niezależnie czy brudna czy czysta.

Drugie dziecko: Zmieniasz pieluchę co 2-3 godziny, w zależności od potrzeby.

Trzecie dziecko: Starasz się zmieniać pieluchę zanim otoczenie poskarży się na smród, bądź pielucha zwisa dziecku poniżej kolan.



Zajęcia:

Pierwsze dziecko: Bierzesz dziecko na basen, plac zabaw, spacerek, do zoo,
do teatrzyku itp.

Drugie dziecko: Bierzesz dziecko na spacer.

Trzecie dziecko: Bierzesz dziecko do supermarketu i pralni chemicznej.



Twoje wyjścia:

Pierwsze dziecko: Zanim wsiądziesz do samochodu, trzy razy dzwonisz do opiekunki.

Drugie dziecko: W drzwiach podajesz opiekunce numer swojej komórki.

Trzecie dziecko: Mówisz opiekunce, że ma dzwonić tylko jeśli pojawi się krew.

 

W domu:

Pierwsze dziecko: Godzinami gapisz się na swoje dzieciątko.

Drugie dziecko: Spoglądasz na swoje dziecko, aby upewnić się, że starsze go nie dusi i nie wkłada mu palca do oka.

Trzecie dziecko: Kryjesz się przed własnymi dziećmi.




Połknięcie monety:

Pierwsze dziecko: Wzywasz pogotowie i domagasz się prześwietlenia.

Drugie dziecko: Czekasz aż zrobi kupkę .

Trzecie dziecko: Odejmujesz mu z kieszonkowego.

 :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Warunkowa miłość.

Dlaczego rodzice tak często krzywdzą własne dzieci? Pytanie wydaje się bardzo trudne, a odpowiedź wymaga sięgnięcia wgłąb całego systemu rodzinnego.

Dla przykładu, jeżeli matka, ciotka i babcia były zależne od swoich mężów, a córka nagle wpada na pomysł otwarcia własnego biznesu, niech to będzie sklep odzieżowy, co więcej odnosi sukces, z miesiąca na miesiąc sprzedaje coraz więcej, to dlaczego miałaby być wspierana i dopingowana przez kobiety ze swojej rodziny. Oczywiście będzie chwalona, doceniona, ale w którymś momencie usłyszy, najpewniej od matki:
- "po co ci to?",
- "nie myślisz o powiększeniu rodziny?",
- "wiesz, chciałabym doczekać wnuków",
- "ta praca za dużo od ciebie wymaga, wyglądasz coraz gorzej córeczko" itd...
Brakiem wsparcia i miłości, raniąc własne dziecko najboleśniej.


Stanie się tak dlatego, bo córka swoją niezależnością życiową i zaradnością udowodniła pozostałym kobietom ze swego drzewa genealogicznego, że model życia, który one wybrały, nie jest jedynym właściwym. Że można być szczęśliwą, spełnioną, mającą pasje kobietą, a nie narzekającą i sfrustrowaną.

Matki nie lubią, kiedy córki wybierają inną ścieżkę niż one, jeżeli pójdą drogą lepszą, to matki dotyka lekkie uczucie zazdrości, frustracji, żalu, z drugiej strony, kiedy córka tak wybierze, że jej życie jest obiektywnie gorsze niż życie matki, to też nie jest dobrze. W końcu matki nie są też takie złe, żeby cieszyć się z nieszczęść własnych dzieci. Więc najlepiej kiedy dzieci idą w ślady swoich rodziców, wtedy nie mamy żadnego konfliktu rodzinnego.

Ludzie, którzy idą pod prąd w swoim życiu, wybierają trudniejszą drogę, zawsze spotkają się z ostracyzmem społecznym. Ładnie obrazuje ten mechanizm film "Droga do szczęścia", w którym sąsiedzi głównych bohaterów z jednej strony udają, że cieszą się z planów i marzeń pary, a z drugiej próbują odwieść ich od pewnego pomysłu, bo uświadamia im to jak smutni są w swojej rzeczywistości, bez pasji, realizowania marzeń, bez prawdziwej i szczerej miłości. 

Współczesne czasy pokazują, że trudno o prawdziwą miłość, statystyki dotyczące rozwodów są szokujące, a informacje z mediów o kolejnych zabójstwach małych dzieci przez ich własne matki, w głowach się nie mieszczą. 
Czy warunkowa miłość jest plagą naszych czasów? Czy dzieci muszą poszukiwać miłości rodzicielskiej jak Świętego Graala? Czy dzieci muszą spełnić oczekiwania rodziców, żeby zasłużyć na ich miłość? Chciałabym powiedzieć, że absolutnie nie, ale obserwacje mówią tak. 

Jak wielu jest rodziców, którzy karzą swoje dzieci, za ich "niewłaściwe wybory", za podążanie swoją drogą, a nawet za realizowanie się i spełnianie marzeń. Z drugiej strony mamy rodziców otaczających nadmierną troską i opieką, która przybiera rozmiary ograniczania i ubezwłasnowolnienia. Dzieci dorastają, otrzymując przeciwstawne komunikaty, nie wiedząc czy muszą coś zrobić żeby być kochane, czy wręcz przeciwnie, usunąć się w kąt i nie narzucać za bardzo. Smutne jest też to, że rzadko słyszą "kocham Cię, za to że jesteś, i jaki jesteś".

środa, 3 kwietnia 2013

Toksyczni rodzice.

Rodzice to bardzo ważne figury w życiu człowieka i przez pierwsze lata są osobami niezastąpionymi w naszym życiu. Jako dzieci bezgranicznie im ufamy, w końcu na tym etapie życia, jesteśmy od nich w 100% zależni. 
Ale co się dzieje, kiedy to zaufanie zostaje nadużyte, lekko nadszarpnięte? Od tego już krótka droga do całkowitego zniszczenia więzi pomiędzy dzieckiem, a rodzicami.
Zburzenie zaufania i poczucia bezpieczeństwa- to takie mocne słowa, nie podobne do tego co "zazwyczaj" robią rodzice. Dzieci, już kilkuletnie bezbłędnie czytają komunikaty, które wysyłają im rodzice. A znęcanie nad dzieckiem, to nie zawsze są klapsy, siniaki, krzyk, to znacznie częściej, krótki komunikat, delikatne stwierdzenie dotyczące naszego zachowania, wyglądu, przyszłości itd... 

Dla przykładu: mamy dorosłą córkę, która ma małe dziecko oraz jej matkę. Córka przyjeżdżając w odwiedziny do matki, słyszy że: znowu w jakimś wyciągniętym swetrze przyjechała w odwiedziny, co ona taka rozczochrana jest, kiedy zamierza wrócić do pracy, bo chyba nie będzie z dzieckiem 2 lata siedzieć... Nie mielibyście dość?

No, ale córka zawsze słyszała, że matka jest tylko jedna, że rodziców trzeba szanować, nic nie mówi, tylko tłumaczy spokojnie mamie, że chciała jak najszybciej do niej przyjechać, dlatego założyła pierwszy z brzegu sweter, na zewnątrz jest zimno, pada śnieg, żeby się nie przeziębić zawsze chodzi w czapce, dlatego włosy tak wyglądają itd. Dodam jeszcze, że babcia czule wita się w ukochanym wnuczkiem, natomiast do córki rzuca suche "cześć".

Tego typu zachowania nie pojawią się nagle, różne stwierdzenia, gesty, miny, rodzice uskuteczniają kiedy ich dzieci są małe, więc nie będą w stanie obronić się ani przeciwstawić dorosłym. Dzieci wychowują się w toksycznej atmosferze, w niejasnych komunikatach, z nieodpowiednimi karami (za takie uważam obrażenie się matki, nie odzywanie się do dziecka, izolowanie go od rodziny). Rodzice wtedy posiadali ogromną władzę nad córką lub synem i mają ją również nad dorosłym dzieckiem. To trudne zadanie uwolnić się od negatywnej spuścizny ze strony najbliższych osób, ale nie jest to niemożliwe.

Wzbudzanie w dziecku poczucia winy, strachu, przesadnych tendencji do perfekcjonizmu, zrzucanie odpowiedzialności za samopoczucie innych członków rodziny, odbieranie prawa do dokonywania własnych, autonomicznych wyborów, to jedne z najgorszych "przestępstw" współczesnych rodziców. Nie poruszam kwestii przemocy fizycznej, maltretowania, ewidentnego znęcania się psychicznego, mówię natomiast o tych subtelnych sygnałach, które wysyłają rodzice. Przekazując ukryte komunikaty:
"Nienawidzę cię, dziecko" - może to trochę za mocne,
"Przeszkadzasz mi",
"Zniszczyłeś/aś moje małżeństwo",
"Przypominasz mi o zdradzie męża/żony",
"Nie realizuję się przez ciebie",
"Musisz spełniać moje oczekiwania",
"Jesteś moim dzieckiem, więc należysz do mnie"
itd. 

To jacy jesteśmy dziś, w dużej mierze zależy od tego jak byliśmy traktowani i w jakim środowisku się wychowywaliśmy. Czasem uboga rodzina z szóstką dzieci w małym mieszkaniu, gdzie czasem brakuje na prezenty świąteczne, nie ma nowych ubrań, książek, zeszytów jest lepszym i zdrowszym ekosystemem, niż elegancka mama, tata zarządzający własną firmą i małe dziecko, które wymieniając wyraz na literę "A" krzyczy iPad.
  
To będzie truizm, ale najważniejsza jest miłość i wartości, które przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Szkoda, że dziś tak rzadko się o tym pamięta.