środa, 31 lipca 2013

Planowana ciąża.

Medycyna i nauki pokrewne dają nam wiele dobrych wskazówek, co powinnyśmy zrobić zanim zdecydujemy się na dziecko. W dzisiejszych czasach lepiej jest planować ciążę, niż w nią "wpadać", a pozwalają nam na to: powszechna antykoncepcja, kontrola cyklu i łatwy dostęp do informacji. Jeżeli już decydujemy się na macierzyństwo, to jak wcześnie powinnyśmy zacząć przygotowania i co zrobić? 

Warto zacząć ok 6 miesięcy przed planowaną ciążą. Będzie to czas poświęcony głównie przygotowaniu organizmu na nadchodzące zmiany. Rzucenie palenia, zmiana stylu życia na zdrowszy, przybranie na wadze, jeżeli mamy niedowagę, wszystko to zajmuje trochę czasu.

Dieta - nie należy bagatelizować tego aspektu przygotowań. Odpowiednie odżywianie, dostarczanie witamin i mikroelementów, produkty bogate w błonnik, powodują że dziecko rozwija się w zdrowym organizmie, co więcej rozwija się prawidłowo. 

Tu mamy listę potraw których nie powinno się spożywać w ciąży, jak również w okresie przygotowania do zajścia w ciążę: zakazane potrawy

Kwas foliowy - czyli witamina B9 i jej pochodne zapobiegają poważnym wadom wrodzonym u dziecka, ponadto warunkuje prawidłowe procesy metaboliczne, bierze udział w zachowaniu materiału genetycznego oraz w przekazywaniu cech dziedzicznych komórek. Badania populacji 250 tys. kobiet potwierdziły, że suplementacja kwasem foliowym w dawce 0,4 mg zmniejsza ryzyko wystąpienia wady cewy nerwowej od 41 do 79%. Kwas foliowy powinno się zacząć przyjmować ok 3 miesiące przed planowaną ciążą.

Skutki niedoboru kwasu foliowego: powstawanie ciężkich wad wrodzonych płodu, zwiększone ryzyko zachorowalności na miażdżycę, kłopoty z płodnością u obu płci, spowolnienie syntezy DNA i podziału komórek, zahamowanie ich wzrostu i odbudowy, uczucie zmęczenia i kłopoty z koncentracją, obniżenie nastroju, zaburzenie pracy układu pokarmowego – biegunki, zaburzenia pigmentacji skóry i błon śluzowych.
 
Co jeść, żeby uzupełnić  niedobory kwasu foliowego? Przede wszystkim zielone warzywa (brokuły, brukselka, szpinak, kapusta włoska, szparagi, sałata, pietruszka), pełne ziarna zbóż, otręby, rośliny strączkowe (groch, fasola, bób, soja), owoce cytrusowe (banany, pomarańcze), orzechy arachidowe, migdały.

Antykoncepcja -  nie polecam odstawiania na własną rękę, zawsze warto konsultować się z lekarzem ginekologiem. Jeżeli chcemy zmniejszyć prawdopodobieństwo ciąży bliźniaczej, w pierwszym miesiącu po odstawieniu hormonów (pojawiają się wtedy często dwa pęcherzyki Graffa), powinno się stosować inny rodzaj zabezpieczeń np. prezerwatywy lub... celibat.

Szczepienia
- lekarze często zalecają wykonanie szczepień na różyczkę i WZW typu B (Wirusowe zapalenie wątroby typu B).

Planując ciążę należy też zadbać o własną psychikę, zmniejszenie ilości stresów, nadmiaru obowiązków i otaczanie się ludźmi, mającymi pozytywny wpływ na nasze samopoczucie. 
 


czwartek, 25 lipca 2013

Długa czarna.

Mała czarna królowała bardzo długo teraz czas na długą czarną. Sukienka cała zapinana na guziki i przewiązywana w pasie (w tym przypadku zdecydowanie pod pasem), jest bardzo wygodna w okresie ciąży, a przyjemny i delikatny materiał sprawdza się w lecie. Ważny dodatek to materiałowa torba-worek. Mieści się w niej wszystko co potrzeba.


wtorek, 23 lipca 2013

Gruba matka.

Dziś zamieszczam list pewnej kobiety, który powinien być przestrogą nie tylko dla mam, ale dla nas wszystkich. Uważajmy na słowa, to one zostawiają największy ślad.

Kochana Mamo,

miałam 7 lat, kiedy odkryłam, że jesteś gruba, brzydka i okropna. Do tego momentu uważałam, że jesteś piękna – w każdym znaczeniu tego słowa. Pamiętam, jak przeglądałam stare albumy rodzinne i wpatrywałam się w zdjęcia, na których stałaś na pokładzie łodzi. W swoim białym kostiumie kąpielowym bez ramiączek wyglądałaś olśniewająco, jak gwiazda filmowa. Kiedy tylko miałam okazję, wyciągałam ten wspaniały biały kostium kąpielowy, ukryty w najniższej szufladzie, i wyobrażałam sobie czas, kiedy będę wystarczająco duża, żeby go nosić; kiedy będę taka jak Ty.

Ale to wszystko zmieniło się pewnego wieczoru, kiedy stroiłyśmy się na przyjęcie i powiedziałaś do mnie: „Jaka ty jesteś szczupła, piękna i śliczna. A ja jestem taka gruba, brzydka i okropna.”

Na początku nie zrozumiałam, o co Ci chodzi.

– Nie jesteś gruba – powiedziałam ze szczerością i niewinnością, a Ty odpowiedziałaś: – Nie, kochanie, jestem. Zawsze byłam gruba, nawet w dzieciństwie.

Przez następne dni dokonałam kolejnych bolesnych odkryć, które wpłynęły na całe moje życie. 
Dowiedziałam się, że:

1. To, że jesteś gruba, musi być prawdą, ponieważ matki nie kłamią.

2. Gruba znaczy brzydka i okropna.

3. Kiedy dorosnę, będę wyglądać tak jak Ty, czyli też będę gruba, brzydka i okropna.

Po latach wspominałam tę rozmowę oraz setki innych i przeklinałam Cię za to, że czułaś się tak nieatrakcyjnie, niepewnie i bezwartościowo. Ponieważ jako mój pierwszy i największy autorytet nauczyłaś mnie myśleć tak samo o sobie.

Każde skrzywienie na widok swojego odbicia w lustrze, każda nowa dieta-cud, która miała odmienić Twoje życie, każdy kęs zjedzony z wyrzutem „och, naprawdę nie powinnam”, wszystko to pokazywało mi, że kobiety muszą być szczupłe, aby być czegoś warte. Dziewczęta muszą dokonywać wyrzeczeń, ponieważ najważniejszą rzeczą, jaką mogą podarować światu, jest ich fizyczne piękno.

Tak jak Ty, całe swoje życie czułam się gruba. Od kiedy właściwie nadwaga jest uczuciem? I ponieważ uważałam, że jestem gruba, wiedziałam, że nie jestem nic warta.

Ale teraz, kiedy jestem starsza, i sama jestem matką, wiem, że obwinianie Ciebie za moją nienawiść do swojego ciała jest niesprawiedliwe i w niczym nie pomaga. Teraz rozumiem, że Ty również jesteś rezultatem wielu pokoleń kobiet, które nauczono nienawidzić siebie.

Popatrz na przykład, jaki dała Ci Babcia. Pomimo tego, że była chuda jak kościotrup, trzymała dietę każdego dnia swojego życia aż do dnia, w którym umarła, mając 79 lat. Bez makijażu nie wychodziła nawet do skrzynki pocztowej, ze strachu, że ktoś mógłby zobaczyć jej nieumalowaną twarz. Pamiętam jej „empatyczną” odpowiedź, kiedy powiedziałaś jej, że Tata zostawił Cię dla innej kobiety. Jej pierwszym komentarzem było: „Nie rozumiem, dlaczego cię zostawił. Przecież dbasz o siebie, używasz szminki. Masz nadwagę, ale nie taką znowu dużą”.
Tata, zanim odszedł, też w żaden sposób nie łagodził Twoich problemów ze swoim obrazem ciała.

– Rany boskie, Jan – słyszałam, jak powiedział kiedyś do Ciebie. – To nie jest takie trudne. Energia dostarczona kontra energia zużyta. Jeśli chcesz stracić na wadze, po prostu musisz mniej jeść.

Tego dnia podczas obiadu zastosowałaś receptę Taty na utratę wagi: „Energia dostarczona, energia zużyta: rany boskie, Jan, po prostu jedz mniej”. Na obiad podałaś smażony makaron. Dla każdego, oprócz siebie, na talerzu obiadowym. Swoją porcję podałaś na malutkim talerzyku deserowym.

Siedziałaś przed tą żałosną porcyjką i łzy bezgłośnie płynęły po Twojej twarzy. Nic nie powiedziałam; nawet wtedy, kiedy przygarbiłaś się z rozpaczy. Zjedliśmy obiad w milczeniu. Nikt Cię nie pocieszył. Nikt nie powiedział Ci, żebyś przestała się wygłupiać i wzięła normalny talerz. Nikt nie powiedział Ci, że już jesteś kochana i już jesteś wystarczająco dobra. Twoja wartość i Twoje osiągnięcia, jako nauczycielki dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i matki trójki własnych, były niczym w porównaniu z centymetrami, których nie mogłaś zrzucić z obwodu.

Serce pękało mi na widok Twojego cierpienia. Przepraszam, że nie stanęłam w Twojej obronie. Ale wtedy już wiedziałam, że to Twoja wina, że jesteś gruba. Słyszałam nawet Tatę, jak opisywał proces utraty wagi jako „prosty” – a Ty wciąż nie mogłaś sobie z nim poradzić. Wniosek: nie zasługiwałaś na jedzenie i z pewnością nie zasługiwałaś na współczucie.

Ale nie miałam racji, Mamo. Teraz rozumiem, jak to jest, dorastać w społeczeństwie, które wmawia kobietom, że ich uroda liczy się najbardziej, i równocześnie ustanawia standardy piękna, które są permanentnie nieosiągalne. Znam również ból, związany ze zinternalizowaniem tych przesłań. Stałyśmy się swoimi własnymi dręczycielkami i same sobie wymierzamy kary za to, że nie jesteśmy wystarczająco dobre. Nikt nie jest dla nas bardziej okrutny niż my same.

Ale to szaleństwo musi się skończyć, Mamo. Musi się skończyć w Twoim wypadku, i w moim, i musi się skończyć teraz. Zasługujemy na coś lepszego – lepszego niż dni zrujnowane przez negatywne myśli o naszym wyglądzie, przez marzenie o tym, żeby wyglądać inaczej.

I nie chodzi już tylko o Ciebie i mnie. Chodzi też o Violet. Twoja wnuczka ma dopiero 3 lata i nie chcę, żeby nienawiść do ciała zagnieździła się w niej, zabiła jej szczęście, pewność siebie i potencjał. Nie chcę, żeby Violet wierzyła, że jej uroda jest jej największym atutem; że zadecyduje o jej wartości na tym świecie. Ucząc się, jak być kobietą, Violet wzoruje się na nas, a my musimy stać się najlepszymi autorytetami, jakimi tylko potrafimy. Naszymi słowami i czynami musimy pokazać jej, że kobiety są wystarczająco dobre takie, jakie są. A żeby nam uwierzyła, same musimy w to uwierzyć.

Im starsi się stajemy, tym więcej bliskich nam osób tracimy z powodu wypadków lub chorób. Ich odejście zawsze jest tragiczne i zawsze przedwczesne. Czasem zastanawiam się, czego ci przyjaciele – i ludzie, którzy ich kochają – nie oddaliby za więcej czasu w ciele, które jest zdrowe. W ciele, które pozwoliłoby im pożyć chociaż jeszcze trochę. Rozmiar łydek tego ciała lub zmarszczki na jego twarzy nie miałyby znaczenia. Byłoby żywe i dzięki temu byłoby idealne.

Twoje ciało też jest idealne. Pozwala Ci uśmiechem rozładować atmosferę i zarazić wszystkich wokół swoim śmiechem. Daje Ci ramiona, którymi możesz objąć Violet i ściskać ją, aż zacznie chichotać. Każda chwila, którą spędzamy, martwiąc się o nasze fizyczne „wady”, to chwila stracona, to drogocenny fragment życia, którego nigdy już nie odzyskamy.

Szanujmy i czcijmy nasze ciała za to, co robią, zamiast nienawidzić ich za to, jak wyglądają. Skupmy się na życiu zdrowym i aktywnym życiem, pozwólmy naszej wadze być taką, jaką jest, i zostawmy nienawiść do swojego ciała za sobą, w przeszłości, tam, gdzie jest jej miejsce. Kiedy patrzyłam na Twoje zdjęcie w białym kostiumie kąpielowym te wszystkie lata temu, moje młode, niewinne oczy widziały prawdę. Widziałam bezwarunkową miłość, piękno i mądrość. Widziałam moją Mamę.

Całuję,

Kasey

Tłumaczenie Ewa Wlezień



Z większą rozwagą dobierajmy słowa, które kierujemy do naszych dzieci, partnerów, przyjaciół, bo bezpowrotnie mogą one zmienić nasze relacje.

czwartek, 18 lipca 2013

O przyjaźni. Prawdziwej.

Co to jest przyjaźń, każdy chyba wie, a przynajmniej o tym słyszał. Teraz przyjaciółmi zwykło się nazywać ludzi, z którymi nie mamy zbyt wiele wspólnego, nie utrzymujemy z nimi bliskich kontaktów, nie dbamy nadmiernie o relację. A przecież przyjaciel to ktoś wyjątkowy, trochę jak partner życiowy, z tą różnicą, że przyjaciół można mieć kilku, partnerów - lepiej nie. 


No właśnie, napisałam kilku przyjaciół, bo tylko dla tylu znajdziemy czas, bo tylko dla kilku osób możemy się poświęcić, wykrzesać energię i być przy nich wtedy, kiedy tego potrzebują. Okres wczesnej dorosłości, kiedy kończymy studia, zakładamy rodziny i zaczynamy karierę zawodową weryfikuje wszystkie wcześniejsze przyjaźnie. Kiedy zajęć i obowiązków przybywa z każdym dniem, miesiącem, jeszcze trudniej jest pielęgnować tę szczególną więź. A pielęgnować trzeba, bo nie jest ponadczasowa i bezwarunkowa. Bezwarunkowa to może być miłość np. do własnego dziecka, a przyjaźń jest ulotna, delikatna i często nieodporna. 


Czym jest prawdziwa przyjaźń? Mawia się, że prawdziwy przyjaciel, jest zawsze przy nas w każdej trudnej, przykrej czy bolesnej sytuacji. Możemy liczyć na jego wsparcie, pomoc - wtedy bezwarunkowo. Obserwacje pokazują, że zazwyczaj tak właśnie się dzieje. Życiowa strata, niepowodzenie, choroba powodują, że inni znajdują dla nas czas, rodzinne waśnie się zacierają, jesteśmy zaopiekowani. Ale czy tylko wtedy potrzebujemy naszych przyjaciół? Odpowiedź brzmi: NIE! 

Przyjaciół potrzebujemy również wtedy, kiedy nam się powodzi, kiedy realizujemy się zawodowo, bierzemy ślub, podejmujemy nowe wyzwania, kiedy nam się udaje i jesteśmy szczęśliwi. A często niestety, w tych sytuacjach przyjaciele jakoś dziwnie o nas zapominają, nie wspierają naszych pomysłów, nie dopingują, nie cieszą się z nami, nie mają dla nas czasu. Dlaczego? 

Szybko nasuwa się, że może chodzić o zwykłą ludzką zazdrość, psychologiczna ciekawość nakazuje jednak zastanowić się dłużej nad odpowiedzią. A może przyjaźń trwa kiedy (od czasu do czasu) napędzana jest jakimś życiowym dramacikiem, problemem czy dylematem. Może to zawiść, że innym się udało, a my jesteśmy dalej w tym samym punkcie. Może rywalizacja o mądrzejsze dzieci, lepszego męża, ładniejszy dom, ciekawszą pracę.

Dobre wydarzenia przeplatają się ze złymi, dobrze by było gdyby nasi przyjaciele byli przy nas w każdej sytuacji, zarówno tej która wywołuje na twarzy łzy smutku, jak i radości.

Życzę wszystkim prawdziwych przyjaciół towarzyszących we wszystkich wydarzeniach życiowych począwszy od wybierania dekoracji do sali weselnej, poprzez bankructwo firmy i jej skuteczne, ponowne otwieranie. 


środa, 17 lipca 2013

Miejska plaża.

Brak pomysłów na miejski, wakacyjny strój? Oto jeden z nich. 

Maxi sukienka jest dobra na wszystko:) Kiedy gorąco- to przewiewna, kiedy chłodniej to zakrywa. Sukienka, którą mam na sobie jest zrobiona z bardzo delikatnego i przyjemnego w dotyku materiału. Stonowany szary kolor powoduje, że nie rzuca się nadmiernie w oczy i nie wygląda wyzywająco. Strój dobry zarówno na gorącą plażę jak i do ruchliwego miasta.


wtorek, 16 lipca 2013

Osiągnąć spełnienie.

Czy łatwo jest osiągnąć spełnienie? Ale nie tylko jako matka czy pracownik, ale jako człowiek. Całe życie pracujemy i gromadzimy różne doświadczenia, które składają się na owo spełnienie - te negatywne są równie ważne co pozytywne, więc lepiej ich nie unikać. W końcu, rozwój zaczyna się poza strefą komfortu. Ale jak być spełnioną kobietą współcześnie, jak być szczęśliwą matką, realizować się zawodowo, dbać o ważne relacje w naszym życiu, skoro na wszystko brakuje czasu! 

Poczucie spełnienia wiąże się z poczuciem szczęścia, łatwiej osiągnąć spełnienie osobom, które są zadowolone, cieszą się z drobnych elementów życia codziennego i mają pozytywne nastawienie do życia. Ponadto, szczęście uzależnione jest również od czynników genetycznych, więc niektórzy po prostu mają zakodowany taki styl życia.

Wiele mam spotyka się ze ścianą, kiedy próbują wrócić do pracy po urodzeniu dziecka. Pracodawcy, po mimo lepszych kwalifikacji i większego doświadczenia wolą zatrudniać osoby bezdzietne. A to błąd! Zazwyczaj to głównie na kobietach spoczywa trud wychowywania dzieci, konieczna jest w tej sytuacji dobra organizacja. Jedna z ważniejszych cech dobrego pracownika w każdej branży. Mamy pracują zadaniowo, skutecznie i szybko, muszą - bo przecież na ich głowach jest przedsiębiorstwo DOM spółka rodzinna. Warto szukać ofert pracy na stronach www kierowanych do mam, np. mamopracuj.pl Można tu znaleźć oferty pracy, warsztaty, szkolenia, a czasem słowa otuchy jak list jednej z czytelniczek:

Na poczucie spełnienia nie musi składać się świetna praca i szczęśliwa rodzinka, możesz żyć w pojedynkę (nie lubię słowa singiel), mieć pasję, podróżować, czytać książki i być spełnionym człowiekiem. Każdy inaczej buduje swoje szczęście, w punkcie finalnym moje i Twoje poczucie szczęścia będą się składać z różnych elementów, które będą tak samo ważne. 


Jeżeli jesteśmy spełnieni jako rodzice, pracownicy, kobiety/mężczyźni ale brakuje nam "tego czegoś" do szczęścia to zacznijmy cieszyć się z drobnych rzeczy, pozornie mało pozytywnych np. mąż znowu nie pozmywał naczyń i wyszedł do pracy. Jak będziesz je zmywać, pomyśl że przynajmniej nie jesteś sama, że masz obok kogoś kogo kochasz i zastanów się jakbyś się poczuła gdyby go nagle zabrakło? 

Cieszmy się z tego, że jesteśmy zdrowi, że mamy dzieci, że jesteśmy w związkach, że mamy gdzie mieszkać, że jest ładna pogoda, albo że wieje, bo przynajmniej nie jest gorąco. Spełnienie tylko w 10% zależy od dóbr materialnych, resztę każdy może osiągnąć, trzeba tylko patrzeć przed siebie i z uwagą.

wtorek, 9 lipca 2013

Różowo mi!

Rozpoczynam nowy cykl na blogu, modowe stylizacje dla przyszłych mam w zaawansowanej ciąży. 

Na pierwszy ogień idzie róż. Dziś w Krakowie jest upalnie, dlatego stwierdziłam, że cienka, krótka sukienka w pastelowym kolorze będzie idealna dla mam w końcówce ciąży.


środa, 3 lipca 2013

Piękna ciąża.

Dziś post, tylko w formie zdjęć. Wybrałam takie, które dla mnie
 są szczególne, niektóre na swój wyjątkowy sposób.
Miłego oglądania :)