sobota, 31 sierpnia 2013

Bezradni ojcowie, bezkarne matki.

Ile jeszcze rodzin będzie cierpieć z powodu nieudolnego działania polskiego sądownictwa? Czy naprawdę matki są bezkarne? Czy naprawdę nawet najgorsza matka jest, w oczach sądu, lepsza od dobrego ojca? Poniżej artykuł przedstawiający okrucieństwo kobiet, bezradność mężczyzn wobec zaistniałej rzeczywistości i niesprawiedliwość wymiaru sprawiedliwości. Prawdziwa historia ojca, który przegrał walkę o dziecko.
 
Artur popełnił samobójstwo. W pożegnalnym liście miał napisać, że nie mógł już wytrzymać rozłąki z córką i pomówień jego żony, która oskarżyła go o gwałt i znęcanie się nad rodziną oraz złożyła pozew o rozwód. Ciało 31-latka znaleziono w lesie. Miał przy sobie zdjęcie swojego dziecka.
 
Kiedy Artur i Elżbieta poznali się kilka lat temu, nic nie wskazywało na to, że wydarzy się tragedia. Nieporozumienia w ich małżeństwie zaczęły się we wrześniu 2011 roku. Pół roku po  wyjeździe służbowym, od którego zaczęły się kłopoty, kobieta złożyła w sądzie pozew o rozwód. Co ważne: bez orzekania o winie. Dopiero po kilku dniach powiadomiła policję, że mąż znęcał się nad nią i nad dziećmi, a także wielokrotnie ją gwałcił.

Elżbieta wyprowadziła się z domu, odmawiając mężowi widzenia się z czteroletnią wówczas córeczką. Dopiero po tym, jak sąd zagroził kobiecie karą grzywny, Artur mógł zobaczyć swoje dziecko.
Coraz częściej zdarzało się jednak, że kiedy przyjeżdżał z wizytą, drzwi do domu były zamknięte, czekał, dzwonił, ale nikt nie otwierał. Ta ciągła walka i pomówienia, doprowadziły do tego, że Artur targnął się na swoje życie. Zmarł w marcu 2012 roku. W liście pożegnalnym, który po sobie zostawił, prosił rodzinę, aby dopilnowała, żeby na jego pogrzebie nie było żony.

W walce o dziecko Artura wspierała matka, a także stowarzyszenie "Dzielny Tata", które pomaga w Polsce pokrzywdzonym ojcom.
- Według mnie ta sytuacja wynika z tego, że mężczyzna w naszym kraju, a pewnie i na świecie,  nie jest przygotowany na taką sytuację. Nie rozumie, że kłamstwa żony są uważane przez policję za prawdę, a jego tłumaczenia nie są brane w ogóle pod uwagę – tak całą sprawę komentuje w rozmowie z Onetem Michał Fabisiak ze stowarzyszenia "Dzielny Tata".

Przypadków takich jak ten jest w Polsce wiele. Większość kończy się tragicznie. Bezwzględna walka o opiekę nad dzieckiem powoduje, że matki zapominają o tym, jak ważną rolę w życiu dziecka odgrywa właśnie jego ojciec. Dochodzi do kłamstw, kłótni, a nawet rękoczynów. W sprawie biorą udział już nie tylko rodzice i dziecko, ale także inni, zupełnie obcy ludzie. Mężczyźni skarżą się też, że w większości spraw o opiekę nad dzieckiem orzekają kobiety. A one są bardziej skłonne powierzyć dziecko matce, a nie ojcu.


Zrobić z męża psychopatę
Przykładów na to, jak zacięta potrafi być ta walka między rodzicami, nie trzeba szukać daleko. 2010 rok. Gorzów. Żona, walcząc o prawa do opieki nad córką, oskarżyła swojego męża o to, że molestuje dziecko. Sąd w tym przypadku był jednak bezwzględny. Kobieta została skazana na miesiąc więzienia.
Policja przyjechała po mężczyznę do pracy, został wyprowadzony i zakuty w kajdanki. Ruszyło śledztwo, a on sam postanowił się bronić. Zdecydował, że ukryje w kuchni dyktafon. Pomysł okazał się skuteczny, ponieważ udało się nagrać kilka godzin rozmowy, którą kobieta przeprowadzała ze swoją matką. Panie rozmawiały o tym, w jaki sposób przygotować córkę do rozmowy z psychologiem, tak, aby powiedziała, że "tatuś zmuszał ją do różnych rzeczy". Biegli w sprawie nie dali się jednak na to nabrać. Wypowiedzi dziewczynki i pamiętnik, który prowadziła, nie potwierdziły przestępczych zachowań seksualnych ojca wobec niej.
- W zaślepieniu walką o rozwód włączyła do niej bezbronne dziecko i bezpodstawnie oskarżyła jego ojca o pedofilię - mówił wówczas sędzia uzasadniając wyrok.

Ciągła walka
"Walka ojców, często samotna, trwa latami i czasami kończy się tragicznie. Polski system wymiaru sprawiedliwości bezlitośnie okrada ludzi z ojcostwa i pozbawia dzieci dzieciństwa. Z powodu bezpodstawnych pomówień ojcowie trafiają do więzień i przez wiele lat muszą udowadniać swoją niewinność. W tym czasie nie mogą wychowywać swoich dzieci, które dorastają bez ojców. Wielu ojców, którzy przekroczyli bramy Sądu Rodzinnego z powodu rozwodu, z zamiarem ustalenia szerokich kontaktów dzieckiem, egzekucji kontaktów lub przejęcia opieki nad dzieckiem, szybko przekonuje się, że w Sądzie nie ma sprawiedliwości, że sędziowie są ponad prawem i dowolnie je interpretują" – czytamy na oficjalnej stronie Centralnego Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca i Dziecka.

Tymczasem statystyki dotyczące orzecznictwa sądów w Polsce w sprawie opieki nad dziećmi są bezwzględne. Szacuje się, że zaledwie 4 proc. ojców sprawuje bezpośrednią opiekę nad potomstwem po rozwodzie.  Mężczyźni bardzo rzadko walczą w sądzie rodzinnym, w trakcie sprawy rozwodowej, o możliwość wychowywania swych pociech, wiedząc, że są z góry stawiani na przegranej pozycji.
W sprawach rozpatrywanych przez sądy w 2012 roku liczba dzieci, o które rodzice toczyli batalie ws. opieki, wyniosła ponad 46 tysięcy. Aż w 36 tys. przypadków, władza została powierzona matce, zaś tylko w 1641 to ojciec mógł sprawować pełną opiekę nad swoim dzieckiem.


"Dowiedziałem się »pobiłem żonę« Oniemiałem…"
Michał Fabisiak, który działa w "Dzielnym Tacie" również ma ze sobą traumatyczne przeżycia. Jego problemy zaczęły się w 2010 roku.
- Wróciłem do domu z pracy i nikogo nie było, puste mieszkanie. Ani żony, ani syna Marka, ani opiekunki. Zadzwoniłem do żony, żeby zapytać, co się stało. Nie odbierała. Zdzwoniłem do teścia i dowiedziałem się "że pobiłem żonę". Oniemiałem… – wspomina Fabisiak. - Magda porywając syna, porwała także mój samochód. Wyjechała nim bez mojej zgody, zabrała w tygodniu rzeczy Marka: jego zabawki kupione przeze mnie: huśtawkę, rowerek, książeczki, materac, ubrania Marka – dodaje.
Kiedy w końcu ojcu udało się zabrać dziecko do siebie, aby spędzić z nim czas miał miejsce incydent, który sprawił, że Marek znów został mu odebrany.

- Rano było śniadanie, zjedliśmy je razem, potem niestety musiałem pojechać do pracy. Babcia spędziła z nim ranek na jego ulubionym placu zabaw. Pełnia życia. Po południu, żeby nie tracić cennego czasu, około czwartej wróciłem do domu. Zaparkowałem na zewnątrz, bo miałem wracać niestety jeszcze do pracy. W tym czasie dostałem telefon od mamy, że jakichś dwóch ludzi ubranych na czarno włamuje się do mieszkania – wspomina dalej Fabisiak. - Kazałem mamie zamknąć mieszkanie na klucz od środka. Wszedłem do klatki schodowej. Okazało się, że na klatce jest dwóch gości ubranych na czarno i Magda. Zapytałem, o co chodzi – oni na to, że muszą wejść do mieszkania i wyłamać zamki, i że zaraz przyjedzie policja. Zszedłem na dół do policji, żeby pogadać – oni nie chcieli. Powiedzieli, że przyjechali na interwencję. Zorientowałem się,że za chwilę zabiorą mi Marka – dodaje członek stowarzyszenia Dzielny Tata.

Od tamtych wydarzeń minęły już prawie trzy lata, jednak Michał Fabisiak dalej walczy o sprawiedliwość. Dziecko przebywa z matką, a jego ojciec nie może go widywać.
– Marek stał się zakładnikiem, który, jak kura znosząca złote jajka, da zatrudnienie detektywom, adwokatom, żonie i cynicznym sędziom – podsumowuje całą tę sprawę "Dzielny Tata".

Dzielny Tata
W walce o prawa ojców mężczyzn w Polsce wspiera stowarzyszenie Dzielny Tata. To za jego sprawą w tym roku zorganizowano protesty przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, a także w wielu innych miastach na terenie całej Polski. Przedstawiciele stowarzyszenia nakreślają problem, mówiąc o tym, że w polskich sądach automatycznie po tygodniu miejsce zamieszkania dziecka ustalane jest przy matce, a co za tym idzie, dziecko odizolowane jest od ojca, który dodatkowo musi płacić alimenty.
Proponowanym rozwiązaniem w tej kwestii jest naprzemienne przekazywanie sobie dziecka co dwa tygodnie. Wówczas ojciec mógłby ze swoim dzieckiem spędzać połowę miesiąca, nie płacąc jednocześnie alimentów.

- Obecnie na 770 ojców mamy siedmiu, którzy mają tę opiekę naprzemienną, ale boją się ujawniać, żeby jej nie stracić. Taka opieka jest tylko możliwa obecnie, gdy rodzice się dogadają – tłumaczy w rozmowie z Onetem Michał Fabisiak.  - Można odnieść wrażenie, że ojciec, który zabrał dziecko, nie chce takiej opieki naprzemiennej - tylko jest takim samym "draniem" jak matka, która robi to samo, ale to jest złudzenie. Gdyby to dziecko oddał, nigdy by go już nie zobaczył, a według sądów "opieka naprzemienna jest niedopuszczalna". Tak stwierdziła sędzia w mojej sprawie – dodaje Fabisiak.

Fabisiak tłumaczy także,  jak w środowisku ojców walczących o prawa do opieki nad swoimi dziećmi, postrzegane są matki. Zaznacza, że nazywa się je "właścicielkami". – Nie znam ojca, który by chciał odebrać dziecko matce, ale znam już około 800 matek, które chcą odebrać ojcom dzieci... – podsumowuje.
Walczący ojcowie zwracają także uwagę na działalność ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych (RODK). Sąd, rozstrzygając, któremu z rodziców powierzyć opiekę nad dziećmi albo czy jest podstawa do odebrania lub ograniczenia praw rodzicielskich, zwraca się zwykle o opinię do takiego właśnie ośrodka. Okazuje się jednak, że ich działalność budzi pewne wątpliwości.

"Brak jest podstaw prawnych do tego, by RODK (...) wydawały opinie z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego związanych ze sposobem wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywania kontaktów z dzieckiem w sprawach małoletnich, rozpatrywanych przez sądy" - tak brzmi kluczowe zdanie w datowanej na 17 kwietnia opinii Biura Spraw Konstytucyjnych Prokuratury Generalnej.

W opiniach dotyczących RODK pojawia się podobny zarzut, co w przypadku sądów. Większość opiniujących w tego typu ośrodkach stanowią kobiety. Dane pokazują, że jest ich ponad 90 proc.
Same ośrodki swoją działalność tłumaczą w dość kontrowersyjny sposób. "My nie wykonujemy badań na więź emocjonalną między dziećmi a ojcami, bo u nas tak jest, że my tylko matki się pytamy o dziecko, ojca nie… Dlatego nie badamy dzieci i ojców, a tylko matkę na więź emocjonalną, bo to ona urodziła je i teraz wychowuje. On nie rodził" – tłumaczyła się kilka lat temu, podczas przesłuchania, kierowniczka RODK w Raciborzu, Teresa H. Tłumaczenie to zostało zawarte w raporcie z działań strażniczych "Monitoring pracy wybranych Ośrodków Diagnostyczno-Konsultacyjnych".

Maria Rotkiel: najważniejsze jest dobro dziecka
- Każda sytuacja związana z rozstaniem rodziców powinna być indywidualnie rozpatrywana i nie płeć rodzica, ale jego kompetencje wychowawcze, miłość i troska, jaką obdarza dziecko, warunki, jakie może mu zapewnić i więź, jaką z nim nawiązuje powinny decydować o kwestii opieki i częstotliwości kontaktów – mówi w rozmowie z Onetem Maria Rotkiel, psycholog i terapeuta poznawczo-behawioralny. - Dramatem jest to, że często rodzice "używają" dziecka do rozgrywek między sobą, co się odbywa jego kosztem. Niestety często to matki próbują robić na złość byłym partnerom i chcą utrudnić kontakty z dzieckiem. To ogromny błąd, bo fakt, że ktoś nie sprawdził się jako partner i mąż nie oznacza, że nie sprawdza się jako ojciec. Przestając być czyimś mężem, nie przestaje być ojcem – dodaje Rotkiel.

Psycholog zwraca także uwagę na fakt, że utrudnianie relacji dziecka z jednym z rodziców, jeżeli dziecko tych kontaktów potrzebuje, "będzie miało negatywny wpływ na jego rozwój i poczucie akceptacji".
- Faktem jest, że w polskich sądach zdarzają się sytuacje, w których prawa ojca nie są respektowane, a stronnicze wyroki sądów mają bardzo negatywny wpływ na wiele osób. Kontaktów z dzieckiem potrzebuje zarówno ojciec i matka, jak i ich rodziny. Odsunięcie ich od dziecka implikuje poczucie straty i niespełnienia się w życiowej roli m.in. roli dziadków. Są wspaniałe przykłady wzajemnego wspierania się byłych małżonków, którzy potrafią razem wychowywać dziecko - warto się na nich wzorować i czerpać z nich inspiracje – tłumaczy Rotkiel w rozmowie z Onetem i jednocześnie dodaje, że "często zdarza się, że dzieci z rozbitych rodzin mają zaburzone relacje z rówieśnikami i własnymi partnerami. Może to wynikać z faktu, że w ich życiu zabrakło odpowiedniego wzorca i modelu rodziny".

Psycholog zaznacza jednak, że ograniczanie kontaktów z ojcem lub z matką jest zasadne wówczas, gdy któryś z rodziców nie wywiązuje się ze swojej roli. - Dzieje się tak m.in. wtedy, gdy do domu wkracza uzależnienie – jeżeli matka jest uzależniona, to wtedy ojciec będzie lepszym opiekunem i odwrotnie, jeśli ojciec cierpi na uzależnienie, to wtedy matka powinna zająć się dzieckiem – mówi Rotkiel.

Wiele matek tłumaczy w sądzie swoje postępowanie depresją poporodową. Maria Rotkiel wyjaśnia, że taki stres występuje jedynie u świeżo upieczonych mam. – Jest to tzw. syndrom baby blues, w którym matka na skutek porodu i zachwianego poziomu hormonów potrzebuje trochę czasu, aby przyzwyczaić się do nowej roli. Zazwyczaj trwa to od kilku do kilkunastu dni i ustaje. Objawia się często lękiem, apatią, drażliwością i chwiejnością emocjonalną.

Należy jednak zwrócić uwagę, czy taki stan pojawia się kilka miesięcy po porodzie, ponieważ wtedy możemy podejrzewać wystąpienie depresji poporodowej. Może ona powodować całkowite odsunięcie się od dziecka i zerwanie relacji z nim. W takiej sytuacji należy udać się po pomoc do specjalisty, który udzieli odpowiedniego wsparcia. Warto jednak pamiętać, że coraz częściej mówi się o występowaniu depresji u ojców i tak, jak wspomniałam, należy przede wszystkim patrzeć na to, kto jakim jest rodzicem i czy faktycznie obdarza dziecko miłością i troską – podsumowuje Maria Rotkiel.

 
Jest jednak procent mężczyzn, którym zostaje przyznana opieka nad dziećmi. Należy mieć nadzieję, że z czasem polskie sądy zaczną stawiać sprawiedliwe wyroki, pociągając do odpowiedzialności nie tylko ojców, którzy nie wywiązują się z obowiązków rodzicielskich, ale również matki, które utrudniają kontakty, odwołują spotkania, nastawiając dzieci przeciwko ojcom, manipulując swoimi pociechami  i tym samym odbierając im dzieciństwo. Za skradzione dzieciństwo powinny ponieść najsurowszą karę.

Przecież w tej sprawie tak naprawdę chodzi o dobro dziecka, nie zapominajmy o tym.
 
 
 
 

piątek, 30 sierpnia 2013

Biało-czarne pasy.

Lato powoli się kończy, temperatura na zewnątrz zmienia się z każdym dniem - zbliża się jesień. Ale łapiemy jeszcze letnią aurę i próbujemy połączyć przy pomocy stroju, te dwie pory roku. W tym sezonie bardzo modne były zestawienia czarno-białe. Nie będę ukrywać, że są to kolory, które królują w mojej szafie, dlatego dziś przedstawiam bardziej elegancką wersje letniego stroju.


czwartek, 29 sierpnia 2013

Połóg - rzecz święta!

Podpisuję się pod słowami położnej, że kobieta w połogu jest trochę jak księżniczka i tak też należy ją traktować.

"Połóg to bardzo niedoceniony okres w życiu matki i dziecka. Najpierw na piedestale stawia się kobietę w ciąży przez 9 miesięcy, a w następnej kolejności nagle rzuca się ją w wir wszystkich zajęć w momencie, gdy wchodzi w zupełnie nową rolę. Nie tędy droga - mówi Ewa Janiuk, położna.

Piękne, wypoczęte, w świetnej formie, w błyskawicznym tempie wracające do dawnej sylwetki i aktywne fizycznie najlepiej już w pierwszych tygodniach po porodzie - na podstawie lansowanego trendu na szybki powrót do formy po ciąży wydawałoby się, że pierwszą rzeczą o jakiej powinno się myśleć jeszcze na porodówce jest plan ćwiczeń na nadchodzące tygodnie i dieta, która pomoże schudnąć. Presja, aby jak najszybciej powrócić do stanu sprzed zajścia w ciążę w rzeczywistości  prędzej dołuje niż mobilizuje, a jej następstwa mogą wiele komplikować. Zdaniem Ewy Janiuk lansowanie tego typu zachowań w efekcie krzywdzi kobietę, sprawia, że dążąc po porodzie do tego, aby jak najszybciej wrócić do aktywności to nic innego, jak robienie wszystkiego kosztem siebie – a to nie może oznaczać nic dobrego. Prędzej czy później organizm kobiety upomni się o swoje, o ten czas, którego nie dano mu na to, by tuż po porodzie wrócił w spokoju do swojej równowagi. Niewykluczone też, że z braku szacunku dla niego będzie się mścił, co później, niesłusznie, jest brane za naturalne następstwo porodu.

Zrozumieć swój organizm – 10. miesiąc ciąży
W czasie ciąży macica stopniowo przez 9 miesięcy rozrasta się do ogromnych rozmiarów. W czasie połogu ma ok. 6 tygodni (bo tyle na ogół trwa ten etap życia kobiety) na to, by powrócić do stanu sprzed ciąży. Zaraz po urodzeniu dziecka ma ona taką wielkość, jak w ok. 20. tygodniu ciąży. Ilość zmian, które zachodzą w organizmie kobiety po porodzie i które muszą się wówczas cofnąć, jest nieporównywalnie większa w okresie połogu aniżeli przez cały okres ciąży. Tym bardziej więc organizm wymaga wtedy szacunku, braku pośpiechu i odpoczynku.

W czasie połogu w powrocie do formy może pomóc matce przede wszystkim dziecko. Noworodek już od pierwszych chwil po porodzie ma potrzebę nieustannego bycia przy piersi mamy. Jest to dla niego tzw. dziesiąty miesiąc ciąży, czas ją dopełniający, pozwalający na stopniowe przystosowanie się maleństwa do życia w nowych warunkach i na budowanie niezwykłej więzi z mamą. Z tego kontaktu, patrząc od strony czysto biologicznej, korzysta również świeżo upieczona mama. Natura wymyśliła to w ten sposób, że częste karmienie dziecka piersią pomaga szybciej obkurczać się macicy. W czasie karmienia wydzielana jest bowiem oksytocyna, która ułatwia zachodzenie tego procesu. Im łatwiej zaś obkurcza się macica, tym krócej trwa krwawienie, organizm więcej na tym zyskuje i szybciej wraca do formy.

Do swojego stanu sprzed ciąży muszą w tym czasie wrócić również wiązadła, na których była zawieszona macica, a które przez 9 miesięcy uległy dużemu rozciągnięciu. Bieganie po schodach, intensywne chodzenie, dźwiganie powodują nacisk na tłocznię brzuszną, wstrząsanie macicy, co tym samym utrudnia wiązadłom wrócić do normy. To sprawia, że krwawienie się wydłuża, w efekcie czego kobieta czuje się bardziej zmęczona. Danie sobie czasu na cofnięcie się w organizmie tych wszystkich zmian oraz częste przystawianie dziecka do piersi wymaga zatem zmiany stylu życia, czy nawet hierarchii wartości w pierwszych tygodniach po porodzie. 

Połóg to czas święty dla kobiety. Poprzez to, że często trzyma ona swoje dziecko w ramionach i karmi je, nie ma za bardzo możliwości, aby gdzieś chodzić, coś nosić, dźwigać, zajmować się różnorodnymi sprawami  - mówi Ewa Janiuk. - Jest to czas, kiedy kobieta powinna zachowywać się jak księżniczka. Nie wstaje, gdy ktoś dzwoni do drzwi, nie sprząta, nie parzy kawy gościom - chyba, że ma na to wszystko ochotę i robi to dla własnej przyjemności.

Pierwsze tygodnie po porodzie to szczególny czas dla kobiety i dziecka, to czas budowania ich fundamentalnej więzi. Można ten etap przyspieszyć, równocześnie starając się być dobrą mamą, przykładną żoną, kobietą, która nie traci czasu na rozwój i spełnia jeszcze po drodze kilka innych ról, gdzieś między pierwszym a drugim karmieniem. Nawet jeżeli czujemy się stosunkowo dobrze, organizm sam po jakimś czasie może dać do zrozumienia, że go przeciążamy. W efekcie miły spacer, na który mieliśmy ochotę w kilka dni po opuszczeniu porodówki, może zakończyć się wieczornym, nieporównywalnie większym, krwawieniem. Dalsze lekceważenie takich objawów może prowadzić do pojawienia się bólu pleców czy ciągnięcia dołem brzucha - mówi położna. 

Pojawiający się w tym okresie ból jest cudownym wynalazkiem - informacją, że coś dzieje się nieprawidłowo i należy zmienić swoje postępowanie. Jego pojawienie się jest sygnałem, że coś jest nie tak. Niwelowanie bólu, sięganie po tabletkę, lekceważenie go często w efekcie prowadzi do jednego - wysiada wtedy mechanizm termoregulacji, co z kolei mylnie zaczynamy kojarzyć z gorączką połogową czy zapaleniem piersi.
To z kolei oznacza jedno - w połogu należałoby sobie pozwolić na więcej luzu.

We wszystkich kulturach świata kobieta po porodzie zawsze była otaczana wianuszkiem innych kobiet, które ją w tym czasie hołubiły, wspierały, dawały poczucie bezpieczeństwa, dawały przestrzeń do tego, by zająć się sobą i dzieckiem - mówi położna. - W dodatku nie da się ukryć, ze u nas z ciąży zrobiono totalny cyrk, deaktywując kobietę zawodowo, fizycznie, dołując ją tym, co powinna w tym czasie zrobić, karząc jej leczyć zdrowy organizm. Jeszcze większy "cyrk" zrobiliśmy z porodu, do którego kobiety szykują się jakby szły na wojnę, traktując to, co jest zupełnie normalne jako wydarzenie medyczne. W następnej kolejności po tego typu przewrotach nagle, z dnia na dzień, karze jej się szybko wstawać na nogi i wracać do codziennych zajęć.

Fotelik - współczesna plaga
Dawne zasady funkcjonowania i zwyczaje, dziś pojmowane jako zabobony, miały chronić kobietę przed nadmiernym wysiłkiem. Powtarzane przez nasze babcie powiedzenia typu: „dopóki dziecko nie będzie ochrzczone nie należy z nim nigdzie wychodzić”, czy „nie zaprasza się kobiet w połogu na wesela” miały po prostu oznaczać jedno - odcięcie się na ten czas powrotu do własnego rytmu od środowiska zewnętrznego, danie sobie i dziecku czasu na bezpieczne wejście w świat.
A czego w okresie połogu powinny unikać współczesne kobiety?
Prawdziwą plagą jest traktowanie fotelika samochodowego w okresie połogu niemalże jak podręcznej torebki - mówi Ewa Janiuk. - Jest to bardzo niekorzystne dla całej statyki narządu rodnego. Noszenie dziecka w foteliku powoduje spychanie narządu rodnego w dół, przez co sami sobie zapracowujemy na późniejsze wysiłkowe nietrzymanie moczu, czy nawet obniżenie narządu rodnego. Jeżeli już faktycznie ktoś musi z niego skorzystać, to lepiej wziąć pusty fotelik do jednej ręki, a dziecko do drugiej. Nie można w tym czasie nieść dziecka w foteliku na wyciągniętej ręce albo wyszarpując fotelik z samochodu stojąc na wyprostowanych nogach - ostrzega położna.

Podobnie niewskazane jest noszenie zakupów czy przenoszenie wózka. Nawet wstrząsy w jeżdżącym samochodzie mogą niekorzystanie wpływać na cofanie się zmian w połogu.

Gościom już dziękujemy
Wsparcie bliskich tuż po porodzie jest nieocenione - pod warunkiem jednak, że dotyczy to zaledwie kilku najbliższych kobiecie osób, jak partner i rodzice. Dużym nietaktem jest odwiedzanie kobiety i małego dziecka już w kilka dni po porodzie, chociaż nie brak u nas przypadków, gdy duże grono rodziny i znajomych zjawia się w szpitalu, nim mama i dziecko zdążą go opuścić...
Jak podkreśla położna, najbliższe emocjonalnie osoby mogą towarzyszyć kobiecie w połogu, ale pod jednym warunkiem - o ile są dla niej wsparciem i pomocą. Obecność toksycznej mamy, która zacznie ustawiać wszystko w domu zgodnie ze swoim gustem, będzie mieć negatywny wpływ na kobietę, w efekcie czyniąc ją jeszcze bardziej zmęczoną i zdołowaną zaistniałymi zmianami.
- Kobieta na tym etapie potrzebuje wsparcia, wzmocnienia, przekonania, że sobie ze wszystkim poradzi, że postępuje dobrze - mówi położna. - Potrzebuje przyniesienia herbaty, ugotowania obiadu, poskładania czegoś, ale nie w pedantyczny sposób, bo to z kolei wpuszcza w kompleks, że sobie z czymś nie radzi. Na tym etapie ma do tego święte prawo.

Mama, noworodek i jego rodzeństwo
Zdaniem położnej, księżniczka robi tylko te rzeczy, które są niezbędne. - Jeżeli ktoś mówi, że to niemożliwe, bo ma inne obowiązki związane ze starszymi dziećmi, to pytam inaczej - kto zajmie się nimi za dwa tygodnie, kiedy ty opadniesz z sił i trafisz do szpitala? Naprawdę mniejszym złem dla dziecka będzie, jeżeli nie weźmie się go na ręce, aniżeli to, że będzie się je dźwigać, a w następnej kolejności na skutek wewnętrznych poszarpań mama nie będzie w stanie prawidłowo funkcjonować jako kobieta przez następnych kilkadziesiąt lat. Oprócz tego co "tu i teraz" należy spojrzeć też na to perspektywicznie. To jest kwestia odpowiedzialnego rodzicielstwa - dodaje."


To właściwie nie tylko informacja dla przyszłych Mam, ale również dla najbliższych. W okresie ciąży i połogu należy odciążyć kobietę z różnych obowiązków, to powinien być czas, który matka wykorzysta na zbudowanie więzi z dzieckiem i nawiązanie bliskości.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Poczucie winy z powodu rozstania.

Nie ma co ukrywać, że pierwsze momenty, które dziecko spędza poza domem są trudne zarówno dla niego jak i jego rodziców. Nieważne czy są to tygodniowe wakacje z dziadkami czy pójście do przedszkola, towarzyszyć temu może lekkie poddenerwowanie. Poczucie winy spowodowane rozłąką z dzieckiem, nie jest więc zjawiskiem nadzwyczajnym. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że wizja dziecka pogrążonego w rozpaczy z powodu nieobecności rodziców nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nawet jeżeli pożegnaniu towarzyszą łzy, histeria, krzyk... to po kilku godzinach mijają i dziecko zaczyna się adaptować do nowej sytuacji, świetnie się przy tym bawiąc. 

Jeżeli i my mamy trudności z rozstaniem się z dzieckiem, warto się zastanowić nad korzyściami jakie ta rozłąka przyniesie. A przyniesie i nam i dziecku. Nie trzeba mówić, że rodzice mają więcej czasu dla siebie, mniej obowiązków, mogą oddać się przyjemnym aktywnościom. Dziecko też na tym korzysta np. uczy się działać w nowych sytuacjach, poznaje inne dzieci, inicjuje zabawy, samo organizuje swój czas, próbuje rozwiązywać problemy bez pomocy rodziców, a więc usamodzielnia się. Z pewnością po rozstaniu, kiedy i my i dziecko zdążyliśmy się stęsknić, będziemy chcieli więcej czasu spędzać razem, będziemy organizować ciekawsze aktywności i wspólne zabawy, w życiu rodziny pojawi się powiew świeżości i nowości. 



Fakty z życia mam:

1) 8 na 10 mam odczuwało poczucie winy związane z koniecznością rozłąki z dzieckiem.
2) 9 na 10 mam twierdzi, że po rozstaniach (nawet krótkich) doceniają bardziej własne dzieci i celebrują czas spędzony razem.
3) 9 na 10 mam zauważa zmiany na lepsze w rozwoju i dojrzewaniu ich dzieci, związane z krótkimi rozstaniami takimi jak np. przedszkole.
4) 8 na 10 mam uważa, że żłobek pomaga ich dzieciom rozwinąć umiejętności społeczne.

Poczucie winy jest czymś absolutnie normalnym w przypadku rozstań z dziećmi. Jednak w miarę upływu czasu przyzwyczajamy się do nowej sytuacji. Zaczynamy dostrzegać jej pozytywne aspekty i akceptujemy zmienioną rzeczywistość. Jeżeli jednak mamy trudności z pozbyciem się wyrzutów sumienia, to najlepszym antidotum jest jak najpełniejsze wykorzystanie czasu spędzonego z dzieckiem. Wakacje są do tego dobrą okazją. 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Feminizm - a co to?

No właśnie. 

W Polsce to słowo źle się kojarzy, bardzo dużo kobiet, i jeszcze więcej mężczyzn nie lubi feministek. No bo jak tu lubić krzyczącą na ulicy kobietę z podniesioną ręką i zmarszczonymi brwiami, domagającą się równości politycznej, społecznej, rodzinnej i zawodowej. Taki zazwyczaj mamy obraz feminizmu. Na szczęście radykalny feminizm ma coraz mniej zwolenników i kobiety starają się uzyskać swoje prawa w inny, bardziej cywilizowany sposób. 

Dużą pracę paradoksalnie wykonują tu mężczyźni, którzy popierają ruch feminizmu i stają murem za kobietami, walczącymi o lepsze jutro nie dla siebie, ale swoich córek. To są mężowie i ojcowie, którzy dla najważniejszych kobiet w ich życiu chcą jak najlepiej, chcą aby były traktowane i oceniane sprawiedliwie, bo płeć nie powinna tu odgrywać istotnej roli, ale indywidualne cechy osoby, jej zdolności i zaangażowanie.

Część zagadnień związanych z ideologią feminizmu to m.in:
  • równe traktowanie
  • równouprawnienie
  • seksualne i indywidualne samostanowienie
  • przeciwdziałanie dyskryminacji
  • walka o pozycję matek w społeczeństwie
  • prawo do aborcji
  • równe traktowanie homoseksualistów
  • obecność kobiet w nauce, polityce, biznesie
  • walka z męską dominacją językową
Wszystkie wydają się ważne i w pewnym sensie oczywiste. Ale odniosę się do dwóch ostatnich. Obecność kobiet w różnych obszarach życia takich ja polityka, gospodarka, nauka, jest często wyborem samych kobiet. Od wieków uczone jesteśmy, że kobieta zajmuje się domem, dziećmi, dba o  ognisko domowe, nie jest narzucająca się, a raczej dyskretna, cicha, spokojna, dobrze jak jest ładna, bo miło popatrzeć. Jak walczyć z przekazem zakorzenionym tak głęboko? Nawet kiedy kobiety mówią, że nie chcą siedzieć w domu, chcą pracować, być częścią jakiejś zawodowej społeczności, po jakimś czasie (jeżeli oczywiście mają komfort wyboru) często rezygnują z wyścigu szczurów, który panuje w korporacjach, pracy po godzinach i czekaniu na zaległe wynagrodzenia. Zajmowanie się dziećmi, w bezpiecznym domu staje się czymś wygodnym i pożądanym. Podsumowując, ten aspekt to bardzo często świadomy i indywidualny wybór kobiet.

Walka z męską dominacją językową, tu podobnie ma się rzecz. Trudno jest zmienić język, pewne wyrazy stają się częścią negatywnego dziedzictwa kulturowego. Dla przykładu podam tu słowo "macocha". Brzmi okropnie, i jeszcze gorszy przekaz niesie. W każdej bajce macocha jest jedną z gorszych postaci, kimś kto chce skrzywdzić dziecko, a współcześnie na pęczki mamy rodzin tzw. patchworkowych, w których są macochy, pasierbowie, ojczymowie. Nie jest trudno znaleźć inny odpowiednik tego słowa, ale bardzo ciężko jest mu nadać językowe tchnienie, tak aby zaczął żyć w społeczeństwie. Podobnie, ciężko jest usunąć z mowy słowa obraźliwe dla kobiet, ale niestety już potoczne jak np. laska, ciężarówka itd.

Dla mnie feministka to kobieta świadoma siebie, nie nienawidząca mężczyzn, inteligenta, niewojująca, ale taktownie dbająca o swoje interesy, również społeczne. To kobieta rozumiejąca innych ludzi i ich wybory. Jeżeli chcę zostać w domu z dziećmi przez 3 lata i poświęcić ten czas na ich wychowanie- ok, jeżeli po 2 miesiącach po porodzie chcę wrócić do pracy to też ok, bo to jest mój wybór. Radykalne feministki zazwyczaj uznają tylko drugą opcję. 

Na koniec dodam, że uwielbiam kontrargument niektórych mężczyzn, że "feminizm się kończy, jak trzeba wnieść szafę na 8 piętro". Chciałabym zobaczyć jak któryś z tych panów wnosi szafę na 8 piętro :) W dzisiejszych czasach są windy, dostawcy ze sklepów meblowych, więc nie ma potrzeby wnoszenia szafy po schodach. 

Doszło do dużego postępu cywilizacyjnego, czas aby postęp pojawił się również w naszych głowach i myślach.