niedziela, 26 stycznia 2014

"Nie dam rady" i inne wymówki

Jak często stosujesz wymówki? Jak często poddajesz się, nie zastanawiając się nad konsekwencjami pewnych czynów czy słów? Jak często uciekasz od myślenia na trudne tematy? Można długo wymieniać listę podobnych pytań. Mam nadzieję, że nie wywołam tym zdaniem Waszej złości, ale zauważyłam, że kobiety są specjalistkami w "mentalnym uciekaniu" od problemu. Kiedy coś nam nie odpowiada, mamy z czymś problem często nie dajemy tego po sobie poznać udając "Nic się nie dzieje", "Wszystko jest ok". A przecież nie jest! 
 

Są takie aspekty psychiki człowieka, z którymi trudniej się walczy. A ten, w przypadku kobiet, jest głęboko zakorzeniony. Od wieków kobiety były podporządkowane mężczyznom, grzeczne, posłuszne, wykonujące obowiązki domowe. Nie pokazywało się otoczeniu, że jest mi źle, że chciałabym czegoś innego. Od ok. 20 lat obserwujemy zupełnie inny trend, kobiety stają się silne, często silniejsze od mężczyzn, są samodzielne, inteligentne i świadome. Ale wciąż, gdzieś w głębi jest ten chochlik, który nie pozwala się za bardzo wychylać, który więzi i obezwładnia. Znam wiele zdolnych, świetnych kobiet, które utknęły w pewnym punkcie życia bo wmówiły sobie (lub pozwoliły na to, aby inni im wmówili), że "Nie dam rady", "To nie jest dla mnie", "Nie mogę przecież powiedzieć, że...", "Gdyby tylko moja sytuacja była inna" itd... Kobiety często same podkopują swoje poczucie wartości, ja już nawet nie mówię o jego pielęgnowaniu. Zapominają o sobie, swoje potrzeby spychają na dalszy plan, przestają być ważne dla samych siebie. Świadomie bądź nie przekazują ten schemat dalej, swoim córkom i dzięki temu negatywny, deprecjonujący sposób myślenia i postępowania rośnie w kolejnym pokoleniu.

Czy można coś z tym zrobić? Myślę, że można. Małymi kroczkami budować poczucie własnej wartości, tworzyć swoje, TYLKO I WYŁĄCZNIE SWOJE zasady. Nie udawać kogoś kim nie jesteśmy. Wykrzyczeć to co w nas siedzi. Nie tłumić, nie uciekać, ale rozmawiać kiedy pojawia się problem. Szukać czegokolwiek, co mogłoby zmienić naszą sytuację, czasem wystarczy widok kogoś na ulicy, czasem przeczytanie jakiś mądrych słów, to nie musi być spotkanie z Dalajlamą. 

Wymówki spełniają swoją rolę, przez chwilę czujemy się lepiej, ale w dłużej perspektywie, działają destrukcyjnie. Trochę tak, jakbyśmy kopali dołek dla samego siebie i po jakimś czasie w niego wpadali. Z małego dołka łatwiej się wychodzi, niż z ogromnej dziury. 

Oczywiście wiem, że to wszystko tylko wygląda tak pięknie i prosto. Życie często pisze różne scenariusze, jedni mają takie problemy, inni takie, ale wymówki stosuje większość z nas. I bez względu na to, jak beznadziejna jest nasza sytuacja, trzeba coś z tym robić, póki nie jest na to za późno.  Póki ten dołek nie jest za głęboki.

Życzę Wam dziś udanego dnia, żebyście zrobili mały krok do przodu.

2 komentarze :

  1. Popieram! Chyba najważniejsze, to nie wpędzać się w jeszcze większy dół... Jak położysz się do łóżka i będziesz rozmyślać jak jest źle, to się w tym łóżku zakopiesz! Trzymam kciuki za wszystkich zmęczonych i przytłoczonych. Pozytywne samonakręcanie się jest chyba u mnie najważniejsze w gorsze dni :D

    OdpowiedzUsuń