środa, 15 stycznia 2014

Sztuka prawdziwego położnictwa


Dziś mam dzień rozpamiętywania, analizowania, szukania odpowiedzi na różne pytania. Co by było, gdybym wcześniej postąpiła inaczej, dokonała innych wyborów. Na tapecie zawód psychologa. Czasem żałuję, że wybrałam studia psychologiczne, zamiast czegoś bardziej niesamowitego. Czegoś co daje energię, kontakt z niesamowitymi kobietami, obcowanie z naturą. Nie wiem czy dziś, stojąc przed wyborem studiów, nie zdecydowałabym się na…
 … położnictwo.

Pracując z kobietami w okresie okołoporodowym, będąc na Oddziale Patologii Ciąży, zagłębiając tematykę porodową, czytając różne artykuły, publikacje w końcu rozmawiając z kobietami na temat ich porodów, czuję że to jest to. Materia, która mnie pochłania, fascynuje, coś o czym mogłabym mówić godzinami. Z jednej strony łzy same cisną się do oczu, kiedy słyszę wzruszającą, pełną pasji i poświęcenia historię porodową. A z drugiej chęć pomocy, okazania wsparcia i zrozumienia dla tych kobiet, których porody były trudne, a nawet traumatyczne, zostawiające bolesny ślad w pamięci na całe życie. Bo takie też są. Dla wielu rodzących poród nie ma nic wspólnego z cudownym mistycznym przeżyciem czy pochłaniającą nas orgazmiczną mocą. 

Dla mnie położna to nie zawód, to sztuka towarzyszenia w porodzie, to coś więcej niż odebranie porodu, to bycie ciałem i duchem z kobietą wydającą dziecko na świat. To wspieranie w najtrudniejszych momentach, to rozmowa, profesjonalizm i ludzkie podejście do drugiego człowieka nie tylko w trakcie akcji porodowej, ale również po narodzinach. Pierwsze dni po porodzie są trudne, boli każda komórka ciała, kobieta jest wycieńczona, ponadto uczy się swojego dziecka, poznaje jego reakcje, płacz, karmi. To też są momenty, w których obecność położnej, prawdziwej położnej jest potrzebna. Wiem jakie są realia polskich szpitali. Położne na oddziałach mają dużo pracy, jest ich zaledwie kilka na położnictwie i patologii ciąży, zwyczajnie nie mają czasu na to aby każdej świeżo upieczonej mamie poświęcić dłuższą chwilę. To są kobiety wykonujące zawód: położna, a ja tu piszę o położnych z powołania, gotowych zostać godzinę dłużej, żeby pobyć z kobietą, wesprzeć ją, wytłumaczyć pewne nowe rzeczy. 

Jeżeli poszukamy, to znajdziemy takie położne, myślę, że nie są one jeszcze gatunkiem wymarłym, a wręcz przeciwnie, będzie ich przybywać. Przez ostatnie lata, wiele się zmieniło w położnictwie, przede wszystkim zmieniło się podejście do kobiety rodzącej. Zaczęła ona być „kimś”, „konkretną osobą”, a nie ciałem wydającym dziecko na świat, pozbawionym czucia, świadomości i rozumu. 

Zostając w temacie sztuki położnictwa, pragnę Wam polecić wspaniałą książkę. „Położna. 3550 cudów narodzin” Jeannette Kalyta, to obowiązkowa literatura dla wszystkich przyszłych mam, obecnych mam, tych kobiet, które źle wspominają swój poród, dla mężczyzn – bo dzięki zawartym w książce opowieściom, mogą trochę lepiej zrozumieć i wesprzeć swoje żony i partnerki. 

Książkę „Położna. 3550 cudów narodzin” możecie wygrać w naszym konkursie. Zasady są bardzo proste, a szczegóły tu: KONKURS

Prawdziwe położnictwo zawsze kojarzyć mi się będzie z magią. Bo przecież same narodziny są czymś absolutnie magicznym. I niech tak pozostanie.


2 komentarze :

  1. Fakt, dobra położna musi mieć powołanie! Niestety w naszych szpitalach położne często popadają w rutynę i kobieta rodząca nie jest traktowana jak powinna. Choć ja nie mogę narzekać, przy porodzie miałam położne anioły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci, żeby kolejny poród był tak samo dobry jak pierwszy, a nawet lepszy! Anna Mucha mówiła kiedyś o bardzo silnych, przyjemnych odczuciach porodowych :) życzę Ci ich!

      Usuń