sobota, 18 stycznia 2014

Traumatyczne porody - niekończąca się opowieść

Wydawało mi się, że hasło "Rodzić po ludzku" dotarło już do każdego zakątka Polski, że każdy o tym słyszał, ale niestety w szpitalach dalej swoje. Standard okołoporodowy pięknie wygląda na papierze, ale w rzeczywistości nie istnieje w wielu placówkach. Poniżej znajdziecie list kolejnej mamy, dla której poród okazał się bardzo trudnym, a nawet traumatycznym przeżyciem. Słuchając opowieści kobiet, które rodziły w latach 80' i 90' odnoszę wrażenie, że mamy powrót do przeszłości.

"Nad ranem 10 grudnia 2013 roku przyszło na świat moje pierwsze dziecko (i najpewniej ostatnie). Szymonek, śliczny i zdrowy chłopczyk. Kocham go ponad wszystko, ale nie zmienia to faktu, że poród był największym koszmarem mojego życia. Myślałam, że po tak ciężkiej ciąży nic już mnie nie zdziwi.  

Przez dziewięć miesięcy męczyłam się z zaparciami i nudnościami, na nogach zrobiły mi się ogromne żylaki, prawie w ogóle nie mogłam spać i co chwilę leczyłam się na zapalenie pęcherza. No zwariować można! Czułam się tak źle, że musiałam zrezygnować z pracy, bo i tak byłam zupełnie bezproduktywna… Od piątego miesiąca ciąży moje życie ograniczało się w zasadzie do siedzenia w czterech ścianach. Dzisiaj zresztą wygląda podobnie, tyle że muszę zajmować się dzieckiem i nie mogę siedzieć. Miałam nacinane krocze i nawet bliski kontakt ze względnie miękkim podłożem sprawia mi cierpienie.

Żeby było jasne, nie piszę tu jako zdesperowana matka nastolatka, która zaliczyła wpadę i nie chciała tego dziecka. Jestem po ślubie i dokładnie to z mężem sobie zaplanowaliśmy. Rozważałam nawet cesarkę, ale jedna taka specjalistka wszystkowiedząca ze szkoły rodzenia powiedziała nam, że po cesarskim dziecko może mieć do końca życia zaburzenia czucia. Teraz ja mam zaburzenia czucia! Tam na dole. To, co się stało z moja pochwą, wszystkim naokoło… Masakra. Straciłam całą swoją kobiecość... Teraz jestem tam po prostu brzydka, wstydzę się pokazać swojemu facetowi. Jestem zła na siebie, bo mogliśmy nawet wziąć kredyt, żebym mogła urodzić w ludzkich warunkach, pod fachową opieką. A tak, nie dość, że się wycierpiałam, to jeszcze moja wagina kwalifikuje się do operacji plastycznej!

Nie będę się rozpisywała na temat sali, w której leżałam. Każdy, kto był choć raz w szpitalu, choćby w odwiedziny, wie, jak to wygląda. Byłam ja i jeszcze pięć innych kobiet, w tym jedna okropna brudaska z jakiejś patologii i uwaga – 15-letnia dziewczyna, do której przychodziły pielgrzymki z gimnazjum. Człowiek próbuje jakoś dojść do siebie, a tu wpadają tabuny nastolatek z odwiedzinami! To krępujące, szczególnie, gdy musisz siedzieć z odkrytymi piersiami na wierzchu, aby przewietrzyć popękane sutki. Wyobrażacie to sobie? Bolące, pogryzione brodawki, próbujesz jakoś sobie ulżyć, a nagle stajesz się największą atrakcją gimnazistów. Na Boga, to przecież porodówka!

Najgorsze jednak przeżyłam tuż przed samym porodem. Nagle pielęgniarki gdzieś cię zabierają. W zasadzie nie pytają o zgodę – golą, robią lewatywę i jak to ujęła jedna położna „po krzyku!”. Byłam wściekła, zupełnie jakby ktoś odarł mnie z resztek godności. Powiecie, że mogłam to sama zrobić w domu. Tylko jak się ogolić, gdy widok zasłania Ci ogromny brzuch? A chodzi o to, że wszystko można zrobić dyskretnie, aby przyszła mama czuła się komfortowo. Niestety, w polskich szpitalach takie „zabiegi” wykonuje się w mało intymnej atmosferze, np. do pokoju, gdzie mi to robiono kilka razy wchodziły różne osoby niebędące pracownikami oddziału. Wiecie, zagubieni tatusiowie, świeżo przyjęte na oddział ciężarne. Istny cyrk!

Później było tylko gorzej. Cały poród trwał jakieś 8 godzin. Myślałam, że umrę! Cieszyłam się tylko, że mój mąż nie jest świadkiem tych katuszy. I nie zaglądał mi w rozwalone, zakrwawione krocze, bo chyba na zawsze straciłby zainteresowanie seksem. Zainteresowanych moją waginą jednak nie brakowało. Po sali kręciło się chyba pięć pielęgniarek i położnych plus jeden lekarz. Wszyscy mi tam zaglądali, głośno komentowali. Bardzo krępujące!

Nie powiem, cześć z tych pań byłą naprawdę serdeczna, ale jedna się taka trafiła… Stara raszpla, zgorzkniała, na pierwszy rzut oka widać, że potrzeba jej faceta. Gdy tylko głośniej krzyknęłam, ona się na mnie wydzierała, żebym była ciszej, bo przecież jest noc i wszystkich pobudzę. A ja naprawdę nie mogłam wytrzymać z bólu. Rozrywało mnie na wszystkie strony! Błagałam ich o cesarkę, ale oni przekonywali, że dam radę, urodzę naturalnie i jeszcze będę mieć satysfakcję. Jaką przepraszam satysfakcję? Że do dzisiaj nie mogę siedzieć i chyba przez najbliższy rok nie pozwolę się do siebie zbliżyć własnemu mężowi? Dzisiaj wiem, że tak naprawdę waga 4300 u noworodka jest wskazaniem do cesarki. Ale oni się uparli. Musiałam i już. Dobrze, że krocze nacięli mi w momencie skurczu, bo pewnie wyzionęłabym ducha.

Gdy Szymonek był już na świecie i go wymyli, dali mi go i tak leżeliśmy razem kilka godzin. Ja zmęczona, wycieńczona, ostatkiem sił kontrolowałam, czy wszystko z nim ok., czy go nie zgniatam. No i zaczęłam karmić, co też nie jest łatwe, bo gdy całe ciało boli jakby ktoś strzelił ci w krocze z pistoletu, naprawdę trudno jest skupić się na karmieniu. I znowu czuć ból, bo nie potrafisz się zgrać z maluszkiem, który haczy dziąsełkami o sutki.

Nie wierzcie mamom, babciom i koleżankom, które mówią, że poród to mistyczne przeżycie, a widok maluszka wynagradza całe cierpienie. Nie dość, że w naszym kraju trudno rodzić po ludzku, to ból jest naprawdę nie do zniesienia. Najgorsze, że towarzyszy mi do dzisiaj. Gdybym mogła cofnąć czas, nie wahałabym się ani chwili – zrobiłabym cesarkę w prywatnej klinice, gdzie miałabym własny pokój i maluszka w łóżeczku obok. A tak dostałam nieźle w kość i jeszcze zmarnowano mi trzy pierwsze miesiące życia mojego synka. Bo nie mogę się cieszyć nim na 100 %, gdy czuję się do niczego, wszystko mnie jeszcze boli, z trudem nawet się poruszam!

Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy i życzę Wam, abyście trafiły do lepszych, bardziej przyjaznych placówek niż ja. Mimo wszystko, macierzyństwo to piękna rzecz. Ale nikt mi nie wmówi, że poród to wspaniałe doświadczenie. Mnie zmieniło na zawsze."
źródło

Idea traktowania pacjenta jako podmiotu, w ludzki sposób, z należytym szacunkiem, empatią, zrozumieniem, okazywaniem wsparcia, jest piękna. Tylko czemu tak trudno jest ją wprowadzić w życie? Czy podobne historie dzieją się na onkologii, chirurgii, urologii, laryngologii, psychiatrii? Bo historia traumatycznego porodu pojawia się co jakiś czas, niestety wciąż za często. Czy musi się stać coś tragicznego, aby opieka nad ciężarną w okresie okołoporodowym była jeszcze lepsza?

Chciałabym, aby wszystkie rodzące miały wybór, aby były słuchane, traktowane jak partner, a nie narzędzie. Mam nadzieję, że to co obszernie opisane jest jako standard okołoporodowy, wejdzie któregoś pięknego dnia na każdy oddział położniczy, rozpanoszy się i będzie sumiennie praktykowane. Dzięki temu przyszłe matki będą mieć realne szanse na przeżycie mistycznego i intymnego porodu.

25 komentarzy :

  1. Dzięki. Obrzydziłaś mi poród. I nie, nie piszę tego bo jestem nastolatką, która wpadła, ale na prawdę, na początku notki powinien pojawić się jakiś wpis, że opis może niektórych zniechęcić do porodu czy coś. Nie wszystkie kobiety w ciąży mają mocną psychikę. Plus dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrzydziłam to chyba za mocne słowo. Ale o tym co się dzieje w polskich szpitalach powinna wiedzieć każda kobieta, zanim urodzi dziecko. Wiedząc o tym co może się wydarzyć, może próbować temu zapobiec np. wybierając odpowiednią położną, taką której ufa. Czy pisząc post o komplikacjach po cc, obrzydzam zatem każdy rodzaj porodu? To nie jest kwestia mocnej psychiki ale edukowania w tematyce okołoporodowej, im więcej kobiety będą wiedziały, tym większe prawdopodobieństwo, że ich poród będzie wyglądał tak, jak sobie zaplanowały.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Oczywiście, ma Pani rację - każda kobieta powinna wiedzieć jak to jest w Polskich szpitalach. Ale na początku tekstu powinna jednak pojawić się wzmianka, że w tekst może co niektóre osoby zniechęcić. Ja jestem młodą osobą, bo mam zaledwie 21 lat i to będzie mój pierwszy poród. Długo z mężem rozmawiałam na temat gdzie będę rodziła i jednak wyjechałam z Niemczech dla dobra siebie, bo tam nic bym nie rozumiała gdyż Niemieckiego to ja nie znam. Ale z dnia na dzień coraz częściej myślę o powrocie do Niemiec na sam poród. Na następnej wizycie u Gina swojego właśnie będę z nim na ten temat rozmawiała.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Była wzmianka na ten temat. Tytuł "Traumatyczne porody..." mówi chyba sam za siebie.

      Pozdrawiam

      Usuń
    4. "Traumatyczne porody" można omówić ten temat bez tak "traumatycznych" opisów.

      Usuń
  2. Ja urodziłam niecałe 2 miesiące temu. Wiadomo co by nie pisać,sam poród nie jest przyjemnym doświadczeniem. Każda kobieta ma inny próg bólu, trzeba się przełamać przed nagością i różnymi fizjologicznymi potrzebami. Mimo że rodziłam w jednych z lepszych warszawskich szpitali zostałam 4ro krotnie potraktowana chwytem tz "wypychaniem dziecka", które generalnie jest już nieformalnie zabronione-gdyby nie to, nie urodziłabym sama mojego synka. Całe to zajście było i jest dla mnie bardzo traumatyczne a mimo to, sam moment kiedy synek znalazł się na moim brzuchu i "spojrzał na mnie" czarnymi oczkami uważam za najcudowniejszy w życiu! Issi życzę powodzenia i dużo zdrówka dla Ciebie i maleństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ból porodowy to tak naprawdę jedyny ból, który ma sens - a kiedy mama widzi swoje dziecko po raz pierwszy, całe i zdrowe, złe wspomnienia sprzed paru godzin czy minut przestają mieć znaczenie.

      Usuń
  3. oskonale Cię rozumiem. Ja rodziłam pół roku temu w szpitalu, który jest w czołówce, jeśli chodzi o program "Rodzić po ludzku". Miałam wskazania do cc, trafiłam na idiotę (bo inaczej tego się nie da określić) i rodziłam naturalnie ze wszystkimi atrakcjami, czyli m.in. pęknięcie i nacięcie. Nigdy nie przeżyłam takiego bólu i nieprędko przeżyję. Nie rozumiem tej całej idei naturalnych porodów, tak jak nie widzę różnicy między dziećmi urodzonymi przez cesarkę, karmionymi naturalnie czy butelką od pierwszych dni. Podobno po naturalnym szybciej się goi, taaa... Do dziś nie mogę siedzieć i tak jak Ty miałam zmarnowane pierwsze miesiące. Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na drugie dziecko to wolę się zapożyczyć i mieć cesarkę na życzenie, niż później pełzać po mieszkaniu w kierunku toalety, bo próbując iść ryzykuję pęknięcie kolejnych szwów. Współczuję Ci i mam nadzieję, że wrócisz w końcu do formy. Życzę Ci tego z całego serca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ochrona krocza jest już w większości szpitali,a tak z medycznego punktu widzenia lepiej mieć je nacięte niż ma samo popękać (zawsze można wybrać). Mnie osobiście w ogóle nacięcie nie bolało, jak również nie bolały mnie szwy, nie miałam problemów z chodzeniem, siadaniem, czułam jedynie lekki dyskomfort.Nie ma się co zrażać i straszyć przyszłe mamy. Błagam niech Pani nie mówi, że nie ma różnicy między cc a porodem naturalnym i karmieniem dziecka mm i mlekiem naturalnym. Jeśli nie było by takiej różnicy skład sztucznego mleka nie był by inspirowany mlekiem matki!! Mała infekcja u dziecka karmionego sztucznie może być powodem podawania leków tymczasem maluch karmiony piersią z większością wirusów jest sobie w stanie poradzić SAM. zalet jest tak wiele, że można wymieniać do jutra. Jeśli komuś dane jest karmić piersią to pozostaje się z tego cieszyć i korzystać. Pozdrawiam Karolina

      Usuń
    2. Nie napisałam, że nie ma różnicy, tylko obserwując koleżanki i ich dzieci nie widzę różnicy. Jeśli kobieta ma się męczyć, to po co na siłę przekonywać ją, że w tym wypadku naturalne znaczy lepsze? Tak jak moja znajoma, która co rusz lądowała na chirurgii, bo w piersiach robiły się ropnie...

      Usuń
    3. Karmienie piersią wcale nie jest łatwe i niesie za sobą wiele wyrzeczeń, dopóki laktacja się nie unormuje bolące piersi to standard..ja też nie raz płakałam, siedziałam z laktatorem o 3 w nocy bo mały zjadł mleko tylko z jednej piersi a druga pękała w szwach... i mogę się założyć że większość matek na początku bardzo się męczy, no ale można się nie męczyć i podać butelkę:)

      Usuń
  4. "poród to mistyczne przeżycie, a widok maluszka wynagradza całe cierpienie"- tak jasne, tylko jeszcze o chórach anielskich po porodzie Pani zapomniała. Ja poród co prawda mam dopiero przed sobą (kończymy 6 miesiąc), ale już się o tym sporo nasłuchałam, zwłaszcza od mam i babć, jakie to wspaniałe przeżycie i taka jest rola kobiety, a jak popękasz to się zrośnie! Nawet od lekarza usłyszałam "im bardziej boli, tym bardziej kocha się dziecko" istny cud natury, o którym wypowiedział się notabene facet!
    Standard opieki okołoporodowej w Polsce mnie zadziwia, zwłaszcza jej skrajności, a tak naprawdę wszystko zależy od człowieka na jakiego się trafi! Szkoda tylko, że "rodzić po ludzku" nie oznacza rodzic tak jakby sobie tego kobieta życzyła i na co czuje się gotowa. Kobieta powinna móc wybrać czy chce rodzić ze znieczuleniem, czy bez, w domu, w szpitalu, czy przez cesarskie cięcie! Bez względu na to kto jakie kto ma poglądy, to rodząca powinna móc podjąć decyzję! Kobieta powinna mieć WYBÓR, sposobu i miejsca porodu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. I nie rozumiem dlaczego nie daje się tego wyboru kobietom. Kiedyś rozmawiając z jednym ginekologiem (mężczyzną) usłyszałam, że dla nich łatwiej jest zrobić cc, operacja trwa zazwyczaj ok 40 min. i po sprawie. A poród naturalny - nigdy nie wiadomo jak przebiegnie. Wszystko sprowadza się do pieniędzy, chcesz rodzić po ludzku - to zapłać. Przykre, ale tak jest często.

      Usuń
    2. dziwi mnie trochę Pani podejście, czy zawsze musi być coś czarne albo białe? jak się nie zapłaci to już nie można urodzić po ludzku?? albo po ludzku urodzić można TYLKO przez cc?? Mamy podobne wykształcenie więc powinna Pani wiedzieć jakie konsekwencje ma cc dla dziecka- i nie mówię tu o wskazaniach medycznych, tylko o cesarce na życzenie. Pamiętajmy, że odczuwany stres matki też jest wskazaniem do cc-PTSD jak by ktoś nie wiedział. Karolina

      Usuń
    3. Nigdy nie mówiłam o porodach w kategoriach czarno-białych. Jeżeli tak to Pani odebrała, to błędnie. Nie rozumiem natomiast, dlaczego tak Pani prowokuje zadając pytania retoryczne: "po ludzku można urodzić tylko przez cc", "jak się nie zapłaci to już nie można urodzić po ludzku"? Proszę nie łapać mnie za słowa, ale odczytywać szerszy kontekst moich wypowiedzi. Polecam również przeczytanie kilku innych postów dotyczących porodów naturalnych, przez cesarskie cięcie, połogów po różnych porodach itd. Zapewniam, że będzie Pani mieć lepszy ogląd sytuacji, niż po przeczytaniu jednego komentarza.

      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
    4. chodzi mi tylko o dobro kobiet, które nie rodziły nigdy wcześniej i czerpiąc wiedzę z bloga (internetu) mogą pomyśleć że ochrona zdrowia w Polsce jest na tak niskim poziomie, że trzeba płacić za cesarki w prywatnych szpitalach bo inaczej będzie ciężko. Tymczasem porody się odbywają, szpital można wybrać nie biorąc pod uwagę rejonizacji, mało tego- można pojechać i oddział obejrzeć. Nurt w położnictwie jest taki aby karmić piersią i rodzić naturalnie, w razie komplikacji przeprowadzać cc,bo służy ono ratowaniu życia dziecka i matki. Kiedyś cesarek nie było i śmiertelność noworodków była bardzo duża. Prowadzenie oddziału położniczego dla szpitala jest bardzo opłacalne, więc zależy im żeby mieć dużo pacjentek. Nikogo nie obrażam, prostuje tylko fakty, które jakby podważyć jest trudno. Oczywiście straszne błędy były, są i będą- ot świeża i bardzo przykra sprawa śmierci bliźniaków. Kończę w takim razie pogawędkę, jako młoda mama nie mogę zgodzić się z niektórymi opiniami i tyle. Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Cieszę się, że obu nam chodzi o dobro kobiet. Dlatego tak ważne jest edukowanie w obszarze standardu okołoporodowego. Kobiety bardzo często nie znają swoich praw, a na sali porodowej mają prawo oczekiwać szacunku, właściwej opieki, znieczuleń, wsparcia. Zasługują na wszystko co najlepsze w tym szczególnym momencie życia.

      Dziękuję za Pani głos w dyskusji.

      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Zapraszam do przeczytania: http://kiedymamaniepatrzy.blogspot.com/2014/01/naturalnie-czy-w-zgodzie-z-wasna-natura.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za link. To cenny post.

      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Rozumiem, że wiele kobiet ma traumatyczne porody, znam kilka takich kobiet i je rozumiem. Jednak wypowiedź tej Pani, której wypowiedź zacytowałaś w ogóle mnie nie przekonuje, nie wiem dlaczego, może sposób w jaki mówi...Rozumiem, że nie tak wyobrażała sobie poród i wolała cesarskie cięcie, ale przecież można przed porodem sprawdzić szpitale, zapytać lekarza, sprawdzić fora, jest wiele opcji żeby się dowiedzieć gdzie i z kim rodzić, bo szpitali w których rodzi się po ludzku jest sporo. Można też znaleźć położną, która będzie z nami przy porodzie, można wynająć salę, wcale nie za ogromne pieniądze. Lewatywa, golenie - przed porodem trzeba się przygotować jeśli się nie chce, aby zrobiły to położne, które robią to tysięczny raz. Ja rodziłam 6 godzin i też bolało, też nacinali i szyli, też nie mogłam siedzieć kilkanaście dni, ale to normalne po naturalnym porodzie, nie widzę w tym nic szczególnego. Karmienie piersią bywa trudne na początku, też można poszukać szpitala gdzie przywiązują dużą wagę do karmienia piersią i mają wykwalifikowane konsultantki laktacyjne. Słyszałam, wiele gorszych opowieści i wydarzeń, które przeżyły rodzące kobiety. Ta kobieta wydaje mi się, nie przygotowała się do tego wydarzenia na tyle ile mogła. Choć nie chcę negować jej przeżyć, rozumiem, że cierpiała i było jej źle. Ja też leżałam w ciąży i byłam w czterech ścianach, ale mimo to przygotowałam się, szukałam i pytałam, położne, lekarza i osób, które mają wiedzę w tym temacie.
    Fajnie, że poruszasz takie tematy, jak widać są bardzo emocjonujące, dają też do myślenia kobietom, ABY PRZYGOTOWYWAŁY SIĘ, szukały informacji, zadbały o to żeby mogły urodzić tak jak chcą i w ludzkich warunkach, bo to naprawdę MOŻNA zrobić!!! Wiadomo, polskie szpitale wciąż pozostwiają wiele do życzenia i personel także, ale w ten temat się już nie będę wgłębiać w tym komentarzu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja ze strachu przed traumatycznym porodem wybrałam prywatną placówkę. Fakt, że trzeba zapłacić i jest to frustrujące, bo przecież składki na NFZ też opłacam, ale spokój i bezpieczeństwo jednak są bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. Sytuacja nie aż tak poważna jak poród: ostatnio 4 dni zajęło mi zarejestrowanie się do mojego lekarza rodzinnego, a ponieważ tyle to trwało,niestety musiałam przesunąć w czasie wykonanie pewnych potrzebnych badań. Gdybym pierwszego dnia rano zadzwoniła i mogła spotkać się z lekarzem, sprawy wyglądałyby trochę inaczej. Składki na NFZ składkami, ale i tak większość ludzi korzysta z prywatnych gabinetów.

      Usuń
  8. I tu się nie zgadzam! nie w każdym szpitalu jest tak jak Pani opisuje! Ja rodzilam w 2013 swoje pierwsze dziecko. Oczywiście w państwowym szpitalu bo na prywatny zwyczajnie w świecie nie było nas stać. Personel oceniam na 5+, tak samo warunki w szpitalu. Sala porodowa jednoosobowa, podczas porodu tylko położna i mąż byli ze mną na sali, pod koniec przyszła pani doktor aby wykonać nacięcie krocza które odbyło się za moją zgodą po tym jak pani doktor dokładnie wytłumaczyła dlaczego tak będzie lepiej. Nie miałam lewatywy, ani golenia. Bez mojej zgody nawet studenci nie mogli wejsć na salę. Wszystko odbyło się szybciutko i sprawnie. Od momentu pierwszych skurczy do momentu pojawienia się maleństwa na świecie minęło 6 godzin. Gdy położna zapytała mnie jak oceniam ból w skali od 1 do 10 oceniałam go na 4 :) Tak jak mówiłam, rodziłam pierwszy raz, bez znieczulenia! :) Po porodzie trafilam na salę dwuosobową z łazienką w pokoju. Mąż mógł przy mnie być do 21 :) położna co chwilkę zaglądała i pytała czy czegoś nie trzeba, tak samo gdy dzidzia płakała od razu przychodziła położna i pomagala w dostawianiu do piersi, czy też gdy mama nie miała pokarmu podawała mleko modyfikowane. Więc nie każdy szpital w Polsce jest taki zły :) też zdecydowałam się na ten szpital, bo tam też rodzila moja mama 25 lat temu i wiem, wtedy nie było tam zbyt przyjemnie. Ale teraz, nie mogę się doczekać kiedy znowu będę w ciąży i kiedy od nowa będę mogła wszystko przezywać razem z porodem! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jezeli porod odbywa sie w intymnej atmosferze, na osobnej sali, z dobra polozna, ze znieczuleniem i mezem obok to jest to fajne przezycie. Ja mile wspominam swoj porod, ale odbyl sie on w Niemczech, wiec standardy sa zupelnie inne niz w polskich szpitalach. I nie rozumiem rutynowego nacinania krocza w Polsce, ktore wcale nie jest konieczne! urodzilam bez nacinania i mialam doslownie kilka nieduzych pekniec, chociaz moje dziecko wazylo 4 kg. Ciekawe czy w Polsce mozna bedzie kiedys rodzic po ludzku nie biorac kredyt na prywatna opieke...

    OdpowiedzUsuń
  10. W tym szpitalu w, w którym rodziłam, nacinanie krocza akurat nie jest rutyną, wykonywane tylko wtedy gdy zachodzi taka konieczność :) oczywiście gdybym nie wyraziła zgody nic takiego by nie zaszło, ale jak to przy pierwszej ciąży/porodzie naczytałam się różnych opinii i na temat nacięcia i na temat pęknięć i z dwojga złego już wolałm to pierwsze ;) chociaż bałam się tego niesamowicie bo raz mam niski próg bólu, a dwa bo wiadomo jest to wykonywane bez znieczulenia podczas skurczu. I co i tak naprawdę poczułam tylko delikatne szczypanie :) tak samo to, że rodziłam bez znieczulenia to był mój i tylko mój wybór :) Nikt mi nie powiedział, że nie mogę dostać bo za późno, czy że nie ma anestezjologa :)

    OdpowiedzUsuń