niedziela, 5 sierpnia 2018

Opieka okołoporodowa i prawa pacjentki

Polska znajduje się na 3 miejscu pod względem liczby cesarskich cięć w Europie. Wyprzedzają nas tylko Włochy i Portugalia. Dlaczego mamy coraz więcej cesarskich cięć? A dlatego, że standard opieki standardem, a w szpitalach mentalne zabetonowanie. O braku szacunku do pacjentki, o traktowaniu jej z góry, o monopolu na nieomylność lekarzy, o zaniku ludzkich emocji wiele już zostało powiedziane, ale chyba wciąż za mało. Śmierć dziecka lub matki przy porodzie zdarza się ponoć rzadko (w przypadku mam to 4,4 na 100 tys. żywych urodzeń, a na 400 tys. porodów umiera 2,5 tys dzieci). Dla mnie, wciąż za często. 

Przykra jest bezradność nie tylko kobiet, ale również mężczyzn, którzy coraz częściej uczestniczą w porodach. Stres towarzyszący człowiekowi w tym szczególnym momencie życia, jest tak duży, że mamy prawo nie rejestrować tego, co robi lekarz czy położna. Mamy koncentrować się na pięknej chwili, przygotowywać się na przywitanie dziecka, celebrować tą ważną chwilę bliskości między mężem i żona. I co najważniejsze nie powinniśmy martwić się o to, czy wykonywane zabiegi są potrzebne, czy z dzieckiem dobrze, czy poród zmierza w dobrym kierunku. To powinno się opierać na jakimś mikro zaufaniu. Człowiek idąc do szpitala nie chce się zastanawiać czy wyjdzie z niego o własnych siłach, czy go wyniosą. I jak tu się nie dziwić kobietom, że nie chcą rodzić, mieć dzieci. Przecież traktowanie kobiet ciężarnych i rodzących jak przedmioty, nie mające wiele do powiedzenia, nie mogące o sobie decydować, nie zachęca do powiększania rodziny. Bo żeby założyć rodzinę, trzeba się przecież zdecydować na dziecko, a wcześniej na poród, a jeszcze wcześniej na ciążę, która coraz rzadziej przebiega bez komplikacji. 


Karta Praw Pacjenta. Rozmawiałam na ten temat (według mnie) z jednym z najbardziej kompetentnych ginekologów w Krakowie, który uświadomił mi, że pacjentki nie znają swoich praw. Gdyby wiedziały na co mogą sobie pozwolić na sali porodowej, kiedy prawo absolutnie stoi po ich stronie, czego mogą żądać, mniej byłoby tragedii.Lekarz też człowiek, nie jest nieomylny, dlatego nawet w sytuacji porodu trzeba zachować zimną krew i mieć głowę na karku. To jest też zadanie dla ojców, którzy nie odczuwają skurczy co 3 minuty, nie muszą przeć, nie krwawią. To do nich w tej sytuacji należy myślenie, obserwowanie, kontrolowanie. 

Natomiast Karta Praw Pacjenta mówi wyraźnie, że lekarz nie może wykonywać zabiegu wbrew woli pacjenta (mówimy tu oczywiście o sytuacji nie zagrażającej życiu człowieka). Myślę, że żadna pacjentka nie kwestionuje decyzji lekarza, który informuje o konieczności wykonania cięcia cesarskiego. W sytuacji odwrotnej, kiedy pacjentka po kilku godzinach porodu domaga się cięcia, lekarz powinien je wykonać. Nie może zmusić kobiety do porodu naturalnego. Kiedy dziecko waży 4,5 kg, a rodząca z brzuchem w 40 tygodniu ciąży waży 55 kg przy wzroście 165 cm, kobieta może żądać wykonania zabiegu cięcia. W końcu kiedy kobieta mówi, że nie czuje ruchów dziecka, że dostała krwotoku, lekarz powinien od razu zabrać ją na salę i próbować ratować dziecko. Lekarz o dużym ego i przeświadczeniu, że jest Panem i Władcą nie lubi, kiedy pacjentka stawia sobie diagnozę, sugeruje coś, wielu przypadkach może mieć rację. I jej głos należy uszanować, potraktować jako wskazówkę.

Bo kto, jak nie matka nosząca przez 9 miesięcy dziecko pod sercem ma wiedzieć czy dzieje się coś niedobrego? Lekarz, który nawet USG nie włączył? 

Nie dziwię się kobietom, że boją się rodzić. I będę ich bronić, bo ten lęk jest uzasadniony. Pewne reformy pojawiają się dopiero, kiedy dojdzie do jednej lub drugiej tragedii. A przyszłe mamy nie chcą w ten sposób uczestniczyć w zmianie polskiego systemu okołoporodowego.

Polecam Wam najnowszą "Politykę", tam znajdziecie artykuł, zresztą z okładki, w którym można przeczytać kilka ciekawych wypowiedzi lekarzy ginekologów.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz