poniedziałek, 28 kwietnia 2014

NFZ? Tak! Jeśli z chorby uczynisz pasję.

Dotychczas rzadko (właściwie w ogóle) nie korzystałam z publicznej służby zdrowia. Aż do dnia dzisiejszego. Już wiem dlaczego trzymałam się z daleka od tej instytucji. Już wiem dlaczego rodzice chodzili do prywatnych gabinetów. Nie wiem tylko dlaczego opłacanie składek zdrowotnych jest obowiązkowe?


W dużym skrócie, dostałam skierowanie do poradni alergologicznej (wiecie: katar, kaszel, łzawiące oczy - klasyk wiosenny). Byłam w sumie w 3 różnych krakowskich szpitalach. W jednym dostałam termin na wrzesień, w drugim na listopad, a w trzecim terminy były zarezerwowane do końca roku, więc nie było takiej możliwości, aby się zapisać.

Dostałam też skierowanie do poradni chorób naczyń, nic poważnego, ale stwierdziłam, że warto się skonsultować z lekarzem. Termin mam na maj 2015... czyli za rok. W drugim szpitalu kazali przyjść w grudniu i starać się zapisać na przyszły rok. Wiedziałam, że długo się czeka na wizyty do specjalistów w ramach NFZ, ale przyznam że nie spodziewałam się aż takich kolejek. I jak tu nie rzucać mięsem pod nosem? Człowiek ileś lat odprowadza składki, leczy się prywatnie, a jak przychodzi co do czego i chce się umówić na wizytę, to czeka rok. Nie chcę sobie wyobrażać jakie tragedie się rozgrywają np. u osób starszych, które mają problemy z chodzeniem i dobrych kilka miesięcy muszą czekać na wizytę u chirurga naczyniowego.

Rozumiem też, że sprawy z którymi przyszłam nie zagrażają mojemu życiu i z pewnością inaczej bym została przyjęta mając problem z oddychaniem, a inaczej z katarkiem. Co nie zmienia faktu, że terminy wizyt są jakimś kiepskim żartem. Miesiąc, góra dwa czekania - rozumiem. Ale rok?!

Dobrym podsumowaniem będzie rozmowa dwóch pań, które obok mnie czekały w kilometrowej kolejce. "Co to za różnica czy życie upływa nam tu, w tej kolejce, czy poza murami szpitala". Smutne, ale okropnie prawdziwe.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz