środa, 28 maja 2014

Jak wychować dziecko i nie zwariować?

Wczoraj rozmawiałam z mamą na temat pierwszych miesięcy i lat mojego życia. Dowiedziałam się, że nie należałam do problmowych dzieci, dawałam pospać w nocy, szybko zaczęłam chodzić, mówić, załatwiać swoje potrzeby w bardziej cywilizowany sposób niż pielucha, nie wbiegałam na ulicę pod rozpędzone koła samochodu, jadłam w miarę dobrze, oglądałam dużo bajek i jeszcze więcej reklam, pochłaniałam duże ilości batoników, dużo się uczyłam i czytałam przy niewłaściwym świetle (przez co noszę teraz okulary). I po 5 latach studiowania psychologii nie potrafię u siebie znaleźć żadnego z opisanych przez psychologów i psychiatrów zaburzeń. No, może jestem trochę pedantyczna, ale to się w życiu przydaje.
Czy moi rodzicie przeczytali chociaż jedną książkę dotyczącą wychowywania dzieci? Nie sądzę. Czy kierowali się zasadami konsekwentnego działania, stawiania granic lub ekorodziciestwa - nie przypominam sobie. A jednak, wychowali dwójkę dzieci, i zrobili to dobrze!
Czy współcześni rodzice potrzebują masy różnych wzorców wychowywania przeczytanych w mądrych książkach? Czy te wzorce często nie są sprzeczne ze sobą? No bo jak tu budować bliską relację z dzieckiem, zostając z nim przez 3 lata w domu i jednocześnie spełniać się i realizować np. zawodowo. Gdzie jest ten złoty środek? Ja nie wiem i wydaje mi się, że wielu rodziców ma ten problem. Szczególnie mamy są obciążone dużym poczuciem odpowiedzialności za podejmowane względem dziecka decyzje. To matka zbiera cięgi kiedy zbyt szybko wróci do pracy i kiedy zostawia dziecko pod opieką niani lub - o zgrozo - w żłobku, kiedy zostaje długo z dzieckiem i jest wyłączona z życia społecznego innego niż dzieci. Kiedy karmi dziecko za długo/za krótko, albo w miejscach publicznych. Tak samo kiedy świadomie decyduje się na takie czy inne rozwiązanie porodu.
Trudno jest być współczesnym rodziciem, trudno jest być matką. A inne matki wysoko stawiają poprzeczkę i surowo karzą za niedostosowanie do obecnie przyjętych norm. Nikt tak nie skrytykuje kobiety, jak inna kobieta. Czy można coś z tym fantem zrobić? Myślę, że można. Warunek jest jeden: kobiety - matki muszą głośno zacząć mówić co je uwiera, co przeszkadza, powinny obalać mit Matki Polki - oddanej rodzinie, spełnionej zawodowo, atrakcyjnej, przygotowującej domowe obiadki wrzucane później na Instagram czy Facebook. Matki same założyły sobie pętlę na szyję i teraz muszą się z niej uwolnić. A tym, które chcą dalej podtrzymywać mit idealnej matki, krzyżyk na drogę. Bo im dłużej w tkwimy w czymś beznadziejnym, tym trudniej nam z tego wyjść.

2 komentarze :

  1. Nie jestem matką idealną. Nie robię 3daniowych obiadów z deserem. Mam masę zaległego prania i nierzadko lepkie podłogi. Moje dziecko chodzi często brudne - jak wychodzimy na plac zabaw to jest całe w piasku, jak jest brzydka pogoda to idziemy skakać po kałużach i wracamy do domu całe w błocie. Za to moje dziecko jest uśmiechnięte, pewne siebie, szczęśliwe. Wie że jest kochane, wie że jest ważne i wie, że może liczyć na swoich rodziców, a jego problemy są ważniejsze od umycia podłóg. Ale wie też, że ma swoje obowiązki, że musi pomagać, że czasami musi poczekać, aż mama skończy coś robić, wie że trzeba zjeść niedobrą brukselkę, bo jest zdrowa... Często chodzimy do Teatru Małego Widza w Warszawie, bo rozwija to kreatywność malucha a mnie inspiruje na nowe pomysły na domowe zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie jest czytać takie komentarze :) oby więcej było takich Mam!

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń