niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień Dziecka - "mieć czy być"?

Czy otaczając dzieci lalkami Barbie, Kenami, Batmanami, książeczkami o księżniczkach i supermocnych bohaterach można zaszczepić postawę "mieć"? Czy jesteśmy skazani na czasy "być i wyglądać"? Poniżej świetny artykuł z portalu Dzielnica Rodzica, opisujący dwie dziewczynki, żyjące w dwóch różnych światach. Ten tekst idealnie pasuje do dzisiejszego Dnia Dziecka, mimo że prezenty już zapewne kupione, może uda nam się też trochę wspomnień zapewnić naszym dzieciom. 

Jak się czuje Pola?

 Pola na urodziny dostała dwie lalki Barbie, kucyka Pony, kolorowankę z księżniczkami, bajkę na DVD o przystojnym księciu, który ożenił się z piękną królewną oraz różowo-fioletową sukienkę. Każda z tych rzeczy pokazuje Poli, że trzeba być piękną (ewentualnie różową), by być szczęśliwą.

Mama Poli codziennie robi staranny makijaż przed wyjściem do pracy, więc Pola nieraz przygląda się temu rytuałowi, ma też swoje cienie i pędzelki, a czasami maluje paznokcie w różowo-białą krateczkę (jest to możliwe dzięki lakierowi w formie naklejek, które Pola uwielbia, podobnie jak jej mama – są szybkie i bezproblemowe, a do tego mają fajne wzorki).

Tata Poli mówi o niej "moja księżniczko" i jeśli tylko może – przychyla jej nieba.
Pola na razie naprawdę czuje się księżniczką, ma przecież 4 lata i te wszystkie piękne rzeczy, które ją otaczają, łóżko z baldachimem i bajki puszczane wieczorem w telewizji tylko to potwierdzają.
Pola jednak niedługo pójdzie do szkoły, gdzie zderzy się z innymi księżniczkami oraz chłopcami, z których żaden nie zechce być w jej oczach księciem.

Troszkę później wkroczy w wiek dojrzewania i zobaczy w lustrze (także w złośliwym lustrze koleżanek) całą prawdę: że nosek mógłby być nieco bardziej smukły (zadarty, pękaty, szpiczasty…), że w pasie za dużo, że piersi nie takie, nogi za krótkie albo zbyt krzywe, wzrostu zbyt mało lub zbyt dużo i w ogóle cała Pola nie taka.

Będzie się dołować jeszcze bardziej, patrząc na piękne dziewczyny w telewizji, prasie kolorowej czy nawet na ulicach. I poczuje się brzydka.

Parę lat później poczuje się też stara, bo przecież młodsze od niej dziewczyny już osiągnęły to czy tamto, a ona? No tak, uczy się, no niby w całkiem fajnej szkole, ma konkretne cele, ale jednak ta aktorka ma tylko 19 lat, a już o niej słyszeli wszyscy, a tamta piosenkarka to chyba nawet mniej i już nagrywa drugą płytę.

Pola stara i brzydka będzie się odtąd czuła regularnie co jakiś czas – gdy tylko jej nastrój obniży się z powodu pogody czy osądu w pracy lub w towarzystwie będzie się jej przypominało, jaka jest „naprawdę”.

A jak się czuje Julka?

Julka nie miała w domu telewizora. Biedna – mówiła o niej dalsza rodzina, ale się nie wtrącała. Oglądała czasami bajki, ale jak była trochę starsza (pierwsze po trzecich urodzinach, ale włączane okazjonalnie) i były to starannie wybrane przez rodziców bajki spokojne, z miłą muzyką, powoli montowane, często stare, np. Krecik, Reksio czy bajki polskiej szkoły animacji.

Julka nie ma zbyt wielu plastikowych zabawek – pseudo-edukacyjnych, które zaśmiecają umysł złą wymową automatu, elektronicznymi melodyjkami i bodźcowaniem światłami. Rodzice wybierają dobre książki, drewniane samochody, klocki, domki i kolejki. Ma szmaciankę, jaką miała jej babcia i razem z mamą szydełkują dla niej sukienki (mama szydełkuje, a Julka patrzy i podaje włóczkę). Ma też kukiełki na palec, sporo gier planszowych i wiele zabawek, które sama wymyśliła – z butelki plastikowej, z kartonu po paczce pocztowej, rolek po papierze toaletowym, a jesienią z kasztanów, żołędzi i plasteliny.

Książki Julki pokazują emocje, innych ludzi, także starych i brzydkich albo tych o innym kolorze skóry czy chorych. Często opowiadają historie, w których tatuś zajmuje się domem lub prasuje, a mama jedzie np. w delegację. Czasami mówią o miłości, czasami o empatii, o stracie czy o wartościach. Nie ma w nich różowych księżniczek, których jedynym zadaniem życiowym jest znaleźć księcia. I białego konia. Zamiast tego dziewczyny jeżdżą na tych koniach same. Odwiedzają dalekie kraje i ciesząc się życiem, spotykają równie jak one ciekawych chłopców.Trudno rodzicom znaleźć książki, które mają dobrą treść i jeszcze są ładnie zilustrowane, ale starają się i jakoś im to wychodzi.

Julka jest traktowana poważnie i sprawiedliwie. Jeśli się nie zgadza z mamą lub bratem – szukają nowego, lepszego rozwiązania. Gdy jest jej smutno, zawsze może się do kogoś przytulić i pożalić i nikt jej nie mówi, że to nieprawda, że tak się czuje.

Julka też się czasami maluje, jak jej mama. Ale tylko na wielkie wyjście, bo jej mama bezpiecznie czuje się bez makijażu i mówi, że nie musi tak bardzo udawać, gdy idzie do warzywniaka. W jej domu nie ma kolorowych magazynów, chyba że te nudne o polityce lub te nieco ciekawsze o designie. Julka na urodziny dostała prezenty dyskretnie zamówione przez jej rodziców: gry, książki, interaktywną mapę świata, piłkę, klocki i zestaw do doświadczenia z ziemniakiem i prądem. Z tego ostatniego ucieszył się też tata i od razu złożyli baterię.

W domu Julii nie używa się przezwisk, nawet tych miłych, słucha się uważnie, co inni mówią i zawsze szuka się dobrego dla wszystkich rozwiązania. Julia poszła do przedszkola w ostatnim roku obowiązku przedszkolnego, wcześniej była w domu na przemian z tatą, mamą i nianią. Każdy z nich traktował ją serio i wspierał jej emocjonalność i rozwój psychiczny, uważając, że to najważniejsza sfera dziecka.

Julia w takim otoczeniu rosła wewnętrznie, czuła się ważna i potrzebna, choć nikt nie nazywał się "skarbuniem" czy królewną. Czuła się zrozumiana i wysłuchana, i nauczyła się tak traktować innych. Okazało się to słuszne, bo ci inni też ją tak traktowali, wiedzieli, że ona tego oczekuje i że to dobrze się sprawdza w komunikacji. Miała też jedną przyjaciółkę od serca. Była to raczej zwykła dziewczynka, ale miała wielkie serce i kochających rodziców.

Julia w okresie dojrzewania patrzyła w lustro, ale częściej odbijała się w oczach swoich rodziców i dziadków. Nauczyła się nie tylko tego, że sama w sobie coś znaczy, ale także tego, że rzeczy nie zmieniają tego stanu.

Pola i Julia nie istnieją. Bo nie ma domów idealnie błędnych mimo dobrych chęci i miłości, ani idealnie wspaniałych, w których wszyscy robią dokładnie to, co trzeba w odpowiednim momencie. I choć Poli i Julki nie ma, to jednak postawy i wpływy są.

Wnioski:

Mieć czy być. Wyglądać czy być. W teorii odpowiedzieć jest bardzo łatwo, każdy powie „być”. W praktyce mówimy „mieć” i kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, tylko dlatego, że „trzeba”, „wypada”, „inni już mają”, „przecież wszyscy…” i dodajemy „wyglądać” i robimy sobie zabiegi na twarz, na brzuch, nawet na waginę, malujemy się zbyt mocno, by dodać sobie otuchy na ważnym spotkaniu. Jakby od tego coś miało zależeć.

Jeśli ktoś wie, że coś znaczy, to nie będzie szukał potwierdzenia w wyglądzie ani rzeczach, które posiada. Będzie się czuł wolny i będzie szczęśliwy sam ze sobą. Czy to nie jest największy skarb, który możemy dać dzieciom?

Oczywiście nie znaczy to, że mamy nic nie mieć, chodzi jedynie o to, by od tego posiadania nie uzależniać swojego "być", sensu życia i bycia tym, kim się jest (i kim się chce być). Przecież nie sami wychowujemy, bo wpływ na dzieci ma przedszkole, szkoła, przyjaciele, znajomi, ich rodzice, babcie czy inni ludzie, których spotykamy. Także książki i filmy, których rodzice nie wybierają, które dzieci oglądają przypadkiem, u znajomych, a gdy są starsze – bo tak zdecydowały. Uważam jednak, że podstawy wynosi się z domu, fundament, na którym można budować i przebudowywać, zmieniając to, co na kolejnych piętrach, a nie to, co w ziemi. Jeśli możesz zbliżyć się do ideału Julki – to spróbuj i zaobserwuj, jak twoje dziecko rozkwita.

5 komentarzy :

  1. Ja dziś Wojtkowi nawet nic nie kupiłam, pewno mu lody kupimy na festynie i tyle :) Nie chcę mu na siłę kupować kolejnej zabawki, bo akurat nic mi ostatnio nie wpadło w oko, nic nie potrzebujemy i wiem, że jakbym na siłę coś kupiła, to Wojtuś rzuciłby w kąt, więc tylko strata pieniędzy. Jak coś będzie bardzo potrzebne i uznam, że się sprawdzi dla Wojtusia, to kupię mu bez okazji :) A dziś spędzamy dzień razem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest dobre podejście. Dziecko ucieszy się bardziej ze wspólnych lodów i wycieczki do ZOO, niż kolejnych klocków, czy gier o których szybko zapomni. :)

      Usuń
  2. Zainspirowałaś mnie i już wiem o czym będzie kolejna notka :) Dziękuje.

    http://cytrynkowy-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Już dawni nie przeczytałam tak czegoś od deski do deski. Super artykuł dający rodzicom wiele do myślenia. Ja sama mam trójkę dzieci i faktycznie trzeba się czasem stuknąć w głowę :-) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń