czwartek, 12 czerwca 2014

Śmierć dziecka - rodzic nie zawsze jest winny.

W ostatnich dniach Polską wstrząsnęła wiadomość o śmierci trzyletniej dziewczynki, którą ojciec zostawił w nagrzanym samochodzie na kilka godzin. Tragedia do której mógł doprowadzić splot wielu przeróżnych sytuacji, a główną wcale nie musiała być lekkomyślność rodzica. Kiedyś wychowywanie dzieci i opieka nad nimi była łatwiejsza, bardziej instynktowna. Dobrze działały miejsca dla dzieci takie jak żłobki czy przedszkola. Instytucja babci tętniła życiem. Dziś pracujemy do 67 roku życia i często nawet nie dożywamy spotkania z wnukiem, a co dopiero do opieki nad nim. 

Czy należy obrzucić kamieniami ojca, który doprowadził do śmierci dziecka? Może należy mu zafundować piekło na ziemi, za to co uczynił? Wstrzymajmy się jeszcze i wyobraźmy taką sytuację:

"Jechałeś rano do pracy. Córeczka zasnęła wcześniej niż zwykle. Na autopilocie, myślami będąc na dywaniku u szefa, kończysz raport albo roisz inne niepotrzebne rzeczy. Nie skręcasz do przedszkola: córka śpi, w radiu grają jej ulubione piosenki, dojeżdżasz. Parkujesz. Wychodzisz do pracy. Nie myślisz, co się dzieje z córką."

Każdy, kto jest rodzicem, wie doskonale, jak zmęczony czasem bywa człowiek. Potrafi sobie wyobrazić, i jest to naprawdę przerażające, co przeżywałby, gdyby dowiedział się o śmierci swojego ukochanego dziecka. Trzy lata poznawania, kształtowania człowieka, codziennych rozmów, od pieluch po rower. Od „a dlaczego?”, do „a po co?”. Każdy z nas oddałby swojemu dziecku co najcenniejsze - majątek, nerkę, nawet życie.

Każdy z nas mógłby się znaleźć w sytuacji Taty z Rybnika. Myślę, że większość potrafi zrozumieć, co się dzieje, gdy człowiek jest zmęczony, zapracowany, a suma małych okoliczności – pogody, nastroju, nieuwagi – doprowadzi do prawdziwej katastrofy. Przypomnijmy sobie jak często się denerwujemy kiedy w jednym momencie nakłada się na siebie kilka spraw: w pracy problem z pracownikami, starsze dziecko dostało właśnie uwagę i jesteśmy proszeni do szkoły, pralka się zepsuła i trzeba kogoś wezwać, na obiad nic nie gotowe, a pies zaczyna wymiotować i konieczna jest wizyta u weterynarza. To przykłady, ale każdy z nas ma codzienność usłaną różnymi większymi i mniejszymi sprawami.

Każdy, oprócz mediów: społecznościowych i tych starodawnych. Media się grzeją, bo dziennikarze to w większości hieny – a my za nimi powtarzamy te samosądy, wydajemy wyroki – choć one nie mają znaczenia, z poczuciem wyższości oceniając, wyzywając od debili, grożąc i życząc jak najgorzej Ojcu z Rybnika. 

Wracając do pytania zadanego na wstępie. Nawet gdybyśmy chcieli, to nie urządzimy Tacie z Rybnika piekła, bo on już tam jest. Śledczy nie mogą nawiązać z nim kontaktu. Lekarze nie potrafią wyciągnąć go ze stanu osłupienia. Nie ma człowieka, który potrafiłby żyć ze świadomością, że w głupi, prosty, ale niestety tragiczny sposób doprowadził do śmierci swojego dziecka. Nie wiem do czego dojdzie, gdy człowiek ten odzyska kontakt ze światem. Trudno będzie żyć ze świadomością, że w koszmarny sposób przyczynił się do śmierci swojej córeczki, co więc pozostaje...?

3 komentarze :

  1. Świetny tekst! Jestem tego samego zdania... Przeraża mnie myśl o tym, co poczuł ten biedny Tata wracając do samochodu....
    Ja również na swoim blogu napisałam na ten temat kilka słów..
    http://mariankowamama.blogspot.com/2014/06/zapomniec-raz-pozniej-pamietac-cae-zycie.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma czasem gorszy dzień, a niektórzy mają po prostu więcej szczęścia. Kiedyś byłam świadkiem groźnej sytuacji. Dziecko stało z rodzicami na przejściu dla pieszych, bardzo ruchliwa ulica, zielone światło, więc samochody jechały ok 60-70 km/h. Dziewczynka (na oko 5-letnia) bawiła się piłką, ta piłka jej wypadła i potoczyła się w stronę ruchliwej ulicy, gdyby nie szybka reakcja matki i szarpnięcie dziecka, nie chce myśleć jak by się to zakończyło. Nie na wszystko mamy wpływ, a kiedy do różnych czynników pogodowych dochodzą problemy osobiste, zmęczenie, praca na dwa etaty, to naprawdę nie trudno o tragedię.

      Usuń
  2. Ja nigdy nie osadzam ludzi pod naciskiem mediow, dla mnie rzecz tragiczna ale jak najbardziej na miejscu.
    Duzo rzeczy robimy dzis automatycznie wiec nie dziwem jest ze moze sie zdarzyc ze zostawi sie dziecko w samochodzie, dla tego taty najwieksza tragedie juz przezyl i watpie zeby kiedykolwiek wrocil do zdrowia i zyl normalnie, cale zycie bedzie obwinial sie za to co sie stalo, a moglo stac sie to kazdemu z nas,jak napisalas praca na dwa etaty, zmeczenie problemy np.finansowe? wiec nie trudno tutaj o tragedie gdy ma sie w glowie 100+1 mysl.
    Pozdrawiam bardzo fajny wpis .

    OdpowiedzUsuń