środa, 15 października 2014

Poród naturalny ma w dzisiejszych czasach czarny PR.

Dwie kreski na teście. Lekarz potwierdził, że faktycznie, oznaczają ciążę. Radość. Marzenia. Zmienne nastroje, dodatkowe kilogramy, ból pleców, opuchnięte nogi i z każdym miesiącem coraz silniejszy strach przed porodem. Jak to będzie wyglądać? Czy dam radę? Czy dziecko urodzi się zdrowe? Czy moje narządy będą wyglądały tak samo jak teraz? Czy seks o porodzie się zmieni? Te i wiele innych pytań zadają sobie nie tylko przyszłe mamy, ale również kobiety które dopiero decydują się na zakładanie rodziny, ale lęk przed porodem i całą fizjologią okołoporodową jest tak silny, że odkładają decyzję o zajściu w ciążę na tzw. wieczne nigdy. 


Lęk przed porodem jest tak samo normalny jak to, że po nocy przychodzi dzień. Trudno zachować spokój i trzeźwość umysłu, kiedy mamy przed sobą perspektywę prawdopodobnie najsilniejszego bólu fizycznego jaki przyjdzie nam przeżyć. Nie mniej jednak, poród naturalny ma w dzisiejszych czasach czarny PR. Kobiety boją się porodu i są do niego źle nastawione z wielu powodów. Przede wszystkim, przeintelektualizowaliśmy poród. Kiedyś był on działaniem zupełnie instynktownym i nikt się nad nim specjalnie nie zastanawiał. Postęp nauki to zmienił. Po II wojnie światowej poród przeniesiono do szpitala. Kazano kobietom rodzić w pozycji horyzontalnej, co kłóci się z prawami natury. Poród z czynności fizjologicznej stał się zabiegiem medycznym. A lekarze - mężczyźni zajęli się sferą, której kompletnie nie rozumieją. Ci są natomiast nastawieni na rozwiązanie problemu, jakim jest poród. W naszych czasach wszystko, co się wiąże z bólem, uznane zostało za złe. A żeby na świat przyszedł człowiek, trzeba czasu i cierpliwości.

Skutkiem przeniesienia porodów do szpitali i ich medykalizacji jest to, że matki kobiet, które teraz rodzą, mają najczęściej złe wspomnienia ze swoich porodów. I przekazują je następnym pokoleniom. A badania potwierdzają, że jedną z głównych determinant tokofobii, czyli strachu przed porodem, są wspomnienia z porodów innych osób. Doskonale pamiętam opowieści mojej mamy, cioci i ich koleżanek o tym, jak strasznie się rodziło. Więc, jeśli od małego byłam faszerowana takim przekazem to trudno się dziwić - mogę mieć uraz na całe życie! Tego problemu nie miały nasze babcie i prababcie. Od dzieciństwa oswajały się z tym, co jest naturalną częścią ludzkiego losu: chorobą, bólem, śmiercią, wreszcie narodzinami.

Ogromnie ważna w pozytywnym przeżyciu porodu jest akceptacja swojej fizjologii. Tymczasem w naszej kulturze jest silne tabu wokół seksualności. Dziewczynki od wczesnego dzieciństwa słyszą, że mają między nogami takie coś, czego mają nikomu nie pokazywać, nie dotykać, pilnować. A tu nagle położna w szkole rodzenia każe sobie robić masaż krocza! Wiele kobiet nie bardzo wie, gdzie dokładnie ma się masować, bo nie orientuje się, jak jest zbudowana. Dodatkowy kłopot polega na tym, że nie ma w Polsce języka do mówienia o seksualności. Skutek jest taki, że dla wielu przyszłych mam fizjologia jest be.

Jaki jest klucz do sukcesu? Uczmy dzieci od początku normalnego stosunku do swojego ciała. Jeśli kobiety będą się dobrze czuły we własnym ciele, mają dużą szansę na radosny poród. I być może liczba cesarskich cięć spadnie z 40% do zalecanych 15%.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz