czwartek, 19 lutego 2015

Znieczulenie zewnątrzoponowe tylko dla wybranych.

Od 2012 roku znieczulenie zewnątrzoponowe miało przysługiwać bezpłatnie każdej rodzącej. W rzeczywistości, w większości polskich szpitali (aż 64%) kobieta nie może liczyć na taki sposób uśmierzania bólu. Dlaczego więc idąc do dentysty korzystamy ze znieczuleń, bierzemy tabletkę przeciwbólową kiedy pęka nam głowa, a bagatelizujemy ból porodowy u tysięcy kobiet, sprowadzając go niemal do czegoś mistycznego, czegoś co trzeba przeżyć. 

 


Dlaczego kobiety nie otrzymują znieczuleń? 

Kasa. Kiedy dzieje się źle, to często jest główny winowajca. Szpitale są tak zadłużone, że nie stać je na bezpłatne podawanie znieczuleń każdej rodzącej. Świadczenia NFZ związane z porodem są niedoszacowane i nie pokrywają rzeczywistych kosztów znieczulenia. Dlatego szpitale najczęściej  odmawiają jego podania.

Anestozjolog. Oprócz ginekologa i położnej, to kolejna osoba która musi być obecna, kiedy rodząca chce skorzystać ze znieczulenia. Kobiety często słyszą, że anestezjologa nie ma na oddziale, a nikt inny nie może wykonać znieczulenia, dlatego jakoś muszą sobie poradzić masażem pleców i słuchaniem muzyki relaksacyjnej (to w końcu nic nie kosztuje). Jeśli anestezjolog jest przypadkowo na oddziale, to rodząca może też usłyszeć, że już za późno na podanie ZZO, co nierzadko mija się z prawdą. Znieczulenie można podać od 3 do 8 cm rozwarcia, później akcja porodowa może tak przyspieszyć, że środek uśmierzający ból po prostu nie zdąży zadziałać.

Czas. Część położników jest nieprzychylna znieczuleniu, bo uważa, że po jego podaniu kobietom jest „za dobrze”. Brak bólu sprawia, że się rozleniwiają i nie chcą współpracować z położną i lekarzem. A jedną z wad znieczulenia zewnątrzoponowego może być właśnie wydłużenie akcji porodowej. Lekarz też człowiek, chciałby w końcu wrócić do domu...

Ministerstwo Zdrowia dużo obiecuje, ale niestety niewiele z tego wynika. Potrzebne są konkretne działania, bo za pomocą czarodziejskiej różdżki takich zmian nie da się wprowadzić w życie. Nie dziwmy się więc, że średnia polska kobieta rodzi 1,3 dzieci, gdzie za granicą wskaźnik ten jest wyższy o jeden punkt. Wpływ na to mają nie tylko lepsze warunki bytowe i finansowe zapewniane kobietom w innych krajach europejskich, ale również godna opieka okołoporodowa. Wiele z Was pisało do mnie, że za granicą spotkałyście się z dużo lepszym traktowaniem i przede wszystkim szacunkiem do rodzących. W Polsce, wciąż o to musimy walczyć.

Polecam Wam portal Droga do Siebie, gdzie przeczytacie sporo przydatnych informacji m.in. na temat ginekologa i samego okresu ciąży.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz