wtorek, 10 marca 2015

Czy można zmusić kobietę do porodu naturalnego?

Na czym polega metoda Misgav Ladach? Czy jest to najlepsza forma cesarskiego cięcia? Czy jest bezpieczna dla mamy i dziecka? Na te pytania odpowiada światowej sławy ginekolog, twórca metody Misgav Ladach, prof. Michael Stark. 



Ginekolodzy-położnicy opowiadają, że zrewolucjonizował pan zabieg cesarskiego cięcia.

- To, co zrobiłem wspólnie z zespołem szpitala Misgav Ladach w Jerozolimie, jest właściwie bardzo proste. Zbadaliśmy rezultaty kliniczne różnych metod chirurgicznych i ich kombinacji. Następnie wyeliminowaliśmy te czynności chirurga, które naszym zdaniem są zbędne, konieczne zaś zmodyfikowaliśmy. Mówiąc krótko: uprościliśmy całą procedurę. Doszliśmy do wniosku, że nie trzeba rozcinać w całości jamy brzusznej, bo to skutkuje zwykle większym krwawieniem. Uznaliśmy też, że nie trzeba zszywać wszystkich warstw macicy. Szycie jednej sprawia, że tworzą się silniejsze blizny i kobieta odczuwa mniejszy ból. Nasza uproszczona metoda cięcia cesarskiego była przedmiotem wielu naukowych publikacji na całym świecie. Wszystkie potwierdziły jej zalety.

Podobno największe korzyści tej metody odczuwają same pacjentki?

- To prawda. Po pierwsze, zbieg trwa krócej i pobyt w szpitalu jest krótszy. Po drugie, podczas zabiegu pacjentka traci mniej krwi. Po operacji odczuwa mniejszy ból. Kobieta po tak wykonanym cesarskim cięciu szybciej dochodzi do formy. To wszystko sprawia, że matka może opiekować się dzieckiem, karmić je zaraz po urodzeniu, tak jak to się dzieje po naturalnym porodzie. Zależało nam właśnie na tym, żeby zminimalizować skutki zabiegu i żeby cesarskie cięcie było jak najbardziej zbliżone do porodu naturalnego.

Czy w Polsce lekarze wykonują cesarskie cięcie, stosując pana metodę?

- Spotkałem tu kilku kolegów po fachu, którzy potwierdzili, że ta metoda jest w Polsce znana. Czy jest powszechnie tu stosowana, tego nie wiem. Na pewno w taki sposób wykonuje się cięcia cesarskie w Niemczech.

W niektórych polskich szpitalach aż 50 proc. porodów to właśnie cesarskie cięcie. Jest ono - jeśli tak można powiedzieć - bardzo popularną metodą rodzenia dzieci. W niektórych krajach, np. w Anglii, trwa nawet dyskusja, czy kobiety powinny mieć prawo do cesarki "na życzenie", nawet gdy nie ma do tego wskazań medycznych. Co pan o tym sądzi?

- Jako lekarz ginekolog mogę powiedzieć, że najlepszy jest poród naturalny. Cesarskie cięcie wykonuje się wtedy, kiedy są do tego wskazania medyczne. Nie powinniśmy robić operacji tylko dlatego, że jest to proste i bezpieczne. Tak się składa, że mam trzy córki i jestem już dziadkiem. Zawsze im doradzałem, żeby rodziły siłami natury. W taki sposób urodziła się na przykład moja wnuczka, z czego jestem niezmiernie zadowolony.

Ale czy kobiety powinny mieć prawo wyboru?

- Kobieta jest panią własnego ciała i decyzja należy tylko do niej. Nie da się zmusić kobiety do naturalnego porodu, jeśli ona sama nie będzie o tym przekonana. Trzeba jej wytłumaczyć, jakie mogą być konsekwencje jej wyboru, ale nie wolno niczego narzucać. Kiedy pacjentki przychodzą do mnie po poradę, mówię im o plusach i minusach cesarskiego cięcia i zwykle one zgadzają się ze mną. Jeśli nie mają wskazań do zabiegu, próbują urodzić naturalnie. Ale prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach zabieg cesarskiego cięcia nie jest bardziej ryzykowny niż naturalny poród.

A w jaki sposób rodziła pańska żona?

- Siłami natury urodziła dwie córki. Ostatnia przyszła na świat w wyniku cesarskiego cięcia. Moja żona miała wskazania medyczne do cięcia. Leżała w szpitalu co najmniej dwa tygodnie, krwawiła. Prawdę mówiąc, to właśnie z powodu przeżyć mojej żony zacząłem zajmować się cięciem cesarskim.

Na czym polega "bezpieczna chirurgia"?

- Na całym świecie wykonuje się każdego roku ponad 230 mln operacji chirurgicznych. Od 3 do 15 proc. z nich kończy się powikłaniami, w wyniku których umiera około 8 proc. pacjentów. Blisko milion ludzi umiera co roku z tego tylko powodu. A operujemy coraz więcej! Większość z tych powikłań wynika z tego, że chirurdzy nie stosują know-how i nie przestrzegają zasad bezpieczeństwa. Nadal zdarza się, że lekarze operują niewłaściwego pacjenta albo mylą strony ciała, które mają być operowane. Czasami z powodu błahostki dochodzi do tragedii. Można temu zapobiec. Właśnie po to Światowa Organizacja Zdrowia wspólnie z międzynarodowymi konsultantami i organizacjami stworzyła tzw. listę kontrolną bezpieczeństwa. Chirurdzy w wielu szpitalach na świecie już wykorzystują nasz pomysł. Wystarczy kartka papieru i długopis. Zanim lekarze przystąpią do operacji, muszą sprawdzić, czy wszystko jest tak, jak być powinno. Lista kontrolna przypomina procedurę stosowaną w samolotach. Jest na niej opis tego, co ma być u pacjenta operowane. W szpitalach, które stosowały przez trzy miesiące listę kontrolną, nie było ani jednego przypadku powikłań pooperacyjnych. Proste, a jakie ważne. 

źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław, 19/03/2011

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz