piątek, 3 lutego 2017

Krótka historia o tym, jak zaczęłam krzywdzić własne dziecko.

Zewsząd dobiegają mnie głosy, że za długo, że po co się tak męczyć, przecież to już nic nie da, musisz już przestać, przecież to woda, bez wartości. Po prawie 18 miesiącach karmienia piersią mam poczucie, że moje dziecko dużo ode mnie dostało, ale czy to oznacza, że więcej ma już nie dostać? Że ta wartość, ta bliskość, ta naturalność straciła termin przydatności?



Nigdy nie przypuszczałam, że tyle będzie trwać moja droga mleczna, założenia początkowe kończyły się w okolicach 6 miesiąca, tak jak wszystkie Bebilony, Nestle i Bebiko nakazują. A tu masz babo placek! Wszystkim zrobiłam na złość, a najbardziej sobie, bo przecież zamiast męczyć się i bujać dziecko do snu 40 minut, kładę się z nim do łóżka, przystawiam do piersi i po jakichś 20 minutach zasypia spokojny i najedzony, zamiast rozbudzać się o 4 w nocy nie wstaję i nie robię mu sztucznej mieszanki, gotując wodę i budząc przy okazji cały dom, tylko przestawiam go na drugi bok i idziemy razem spać. Po szczepieniu, w trakcie przeziębienia, w nagłych sytuacjach takich jak biegunka, wymioty czy jak podczas ostatnich Świąt Bożego Narodzenia zakrztuszenia się ością (sic!), mały dostaje coś co nie tylko nasyci i napoi, ale przede wszystkim uspokoi. I co? Rezygnować z tego, bo tak mówi większość wujków i cioć "dobra rada"? Czy dwa karmienia na dobę to naprawdę jest wysiłek ponad moje siły?

Z drugiej strony czasami do moich drzwi puka poczucie winy - "może jednak robię źle, może faktycznie już dość, walentynki się zbliżają, może wypiłabym spokojnie z mężem lampkę (no może dwie) wina".  I dziś jest właśnie taki dzień, że nie wiem co zrobić. Czy to już pora na pożegnanie? - to pytanie od wielu dni, ba! nawet tygodni, zadaje moje wewnętrzne poczucie winy. I wiecie co? Odpowiedzi wciąż nie znam, nie czuję jej, Leon chyba również.

Nie wiem, w którą stronę pójść, żeby dobrze było dwóm osobom w tym mlecznym ekosystemie. Mleko rozlane, już się nie wleje ponownie, powrotu nie będzie. A tu przecież każda kropla jest na wagę złota.

Ale wiem jedno, dziś będę jak Scarlett O'Hara i dlatego "pomyślę o tym jutro".

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz